Dodano: 2016-12-05 14:09   |   Dodał: a.jakubowski (Arkadiusz Jakubowski)   |   Kategoria: Aktualności

Kioski znikają jeden po...

Kioski Ruchu znikają jeden po drugim

Batonik zamiast Tygrysa

Ul. Niemiecka, ul. Święciechowska, ul. Grunwaldzka, osiedle Zamenhofa, ul. Spółdzielcza. To tylko niektóre miejsca w Lesznie gdzie były kioski Ruchu i gdzie ich już nie ma.


Rok 1986:
    - Mamo boli mnie głowa!
    - To leć do kiosku po tabletkę z krzyżykiem. Kup jeszcze czarną pastę do butów, żyletki dla ojca i papier toaletowy. Jeśli jakimś cudem dostali. A jak nie będzie to się spytaj pani Basi, kiedy rzucą.
*
    To właśnie w tych czasach RUCH S.A. założony w 1918 roku przeżywał lata największej świetności. Zwykły kiosk, w którym można było kupić przysłowiowy groch z kapustą był prawdziwą instytucją. A nawet kultową instytucją.
    - Od razu po szkole biegłem do kiosku przy ul. Święciechowskiej na Zatorzu w Lesznie, żeby sprawdzić czy nie przyszły nowe Tygrysy - wspomina Marek.
    Tygrysy, niewielkie książeczki opisujące nieznane wątki II wojny światowej też były kultowe. Podobnie jak woda Przemysławka albo pasta do zębów Pollena. Kioski Ruchu rosły jak grzyby po deszczu. Gęstą siecią oplotły miasta i miasteczka.  Stały się stałą częścią miejsko-wiejskiego pejzażu. Można w nich było kupić prawie  wszystko:
    - W szkole podstawowej jeździłam w wakacje na kolonie z zakładu pracy mojej mamy - opowiada Hania. - Zawsze starałam się z nich przywieźć drobne upominki dla rodzeństwa. I zawsze kupowałam je w kiosku Ruchu. Pod tym względem był niezawodny. Nawet jak te kolonie były w największej dziurze to i tak stał tam kiosk Ruchu. Były wszędzie.
    - Pamiętam kiosk Ruchu na Pudełkowie w Boszkowie - wspomina pani Zofia Majer. - Biegałam do niego jako dziewczynka. Lubiłam ten zapach, który wydobywał się z tego okienka. Pachniało drukowanym papierem i wodą toaletową.
    W czasach powszechnego niedoboru w sklepach tylko one były zazwyczaj  wyładowane towarem. Owszem nie pierwszej potrzeby i nie tym najbardziej deficytowym (papieru toaletowego brakowało permanentnie), ale i tak stwarzały pozory względnego dostatku.        
*
Rok 1995:
    - Mamo mydło się skończyło!
    - No to leć do kiosku. Przy okazji weź mi proszek do prania, siostrze kup jakąś zabawkę, bo będzie marudzić. Ojcu papierosy i żetony do telefonu. Aha, weź jeszcze papier toaletowy, tylko ten biały, miękki. I spytaj pani Basi, kiedy dostaną nowe Harlequiny, bo już nie mam co czytać.
*
    O ile  w latach 80-tych kioski Ruch zapracowały na miano kultowych, to w latach 90-tych nastąpił ich prawdziwy rozkwit. Rynek się otworzył, dotąd niedostępne towary zalały sklepy, nie omijając kiosków Ruchu.
    - Co sprzedawaliśmy? Proszę pana wszystko - Renta Mrożek tylko się uśmiecha na wspomnienie tego Eldorado. W 1993 roku razem ze szwagrem zostali ajentami kiosku Ruchu na osiedlu Armii Krajowej w Lesznie.
    - To nie było takie łatwe, nam trafiła się po prostu okazja, z której trzeba było błyskawicznie korzystać - wspomina.
    I oni to wykorzystaliśmy. Jakby chwycili pana Boga za nogi.
    - W hurtowni Ruchu towar na raz ładowaliśmy do dwóch wielkich wózków - wspomina pani Renata. - Proszki do prania i inną chemię, zwykły szary papier toaletowy, który niezmiennie cieszył się największym powodzeniem, wata, zabawki, karty do gry, jakieś plastikowe naczynia, artykuły papiernicze, zeszyty, koperty, znaczki, bilety an autobusy, żetony i karty do automatów telefonicznych. No i Harlequiny. Te romansidła schodziły jak ciepłe bułeczki. Kolejki się po nie ustawiały.
*
Rok 2012:
    - Mamo doładujesz mi telefon?
    - To leć sobie kup doładowanie w kiosku u pani Basi.
    - Daj mama spokój, stoi pusty już od kilku lat. Musiałbym gnać do miasta.
*
    W czasach wolnego rynku Ruch stal się rynkową marką. Graczem, który,  jak się wydawało, ma wszystkie atuty w ręku, by zgarnąć wielką rynkową premię i wykosić konkurencję. Był na dobrej drodze: w 2006 roku państwowa dotąd firma weszła na giełdę. Chętnych na kupno akcji dysponującego siecią 35.000 punktów sprzedaży giganta było tak wielu, że wprowadzono redukcję zapisów aż o 93 procent. Akcje sprzedawane po cenie emisyjnej 16 zł, w dniu debiutu giełdowego osiągnęły 18,56 zł. W 2010 roku Ministerstwo Skarbu Państwa sprzedało jednak posiadany większościowy pakiet akcji. RUCH S.A. Zniknął z Giełdy Papierów Wartościowych. Firma jest obecnie w 100-procentach prywatna. Właściciel firma Lurena Investments B.V. ma swoją strategię jej rozwoju. Czy polega ona na likwidacji większości kiosków? Klienci zwracają uwagę, że wciąż kolejne znikają z ulic albo stoją puste. Przykładów nie trzeba szukać daleko. W Lesznie to choćby kioski przy ul. Niemieckiej, Grunwaldzkiej,  Spółdzielczej. Święciechowskiej, Racławickiej, osiedlu Zamenhofa i wiele innych. Tak samo jest w innych miastach regionu. Czy znikną wszystkie?
    - Nie ma takich obaw - uspokaja Izabela Cicha-Berenda z biura prasowego firmy. - Można powiedzieć, że marka RUCH jest wręcz dziedzictwem narodowym. Wiele pokoleń wychowało się robiąc zakupy w kioskach RUCH-u, a większość tych osób ma do nich duży sentyment do kiosków. Nowy właściciel firmy, szanując ten sentyment zmienia RUCH S.A. w firmę dynamiczną i nowoczesną, która nie tylko utrzyma się na rynku, ale będzie wyprzedzała trendy. Realia rynkowe są jednak bezkompromisowe, a konkurencja silna. Nie ma możliwości utrzymania starego systemu prowadzenia sprzedaży, jak np. dotychczasowe ręczne wypełnianie raportów, brak jednolitego systemu, czy brak kontroli nad tym, co sprzedaje się w kioskach. Zdarzało się, że nawet osoby prowadzące kiosk nie wiedziały, co się w nim dokładnie znajduje.  Przy takiej liczby punktów sprzedaży spółka nie przetrwałaby na rynku. W tym celu powstała „Strategia na lata 2011-2016”  
    W ramach strategii firma modernizuje też kioski.
    - Wymieniamy stare bryły na nowe, znacznie bardziej przyjazne i funkcjonalne. Nowe bryły mają klimatyzację, ogrzewanie, a sprzedaż i ekspozycja mają charakter otwarty, częściowo samoobsługowy. Dotychczasowe małe okienko zastępuje duża witryna, która umożliwia lepszy kontakt klientów ze sprzedawcą. Nowością są również lodówki, w których przechowywane są napoje, czy produkty wymagające niższych temperatur - opisuje I. Cicha-Berenda.
    Pierwszy i jedyny nowy kiosk w Lesznie to ten na os. Armii Krajowej, którego ajentem jest  Renata Mrożek.
    Kioski skupią się też na sprzedaży głównie segmentu FMCG, czyli towarów szybko rotujących. To na przykład słodycze, napoje, solone przekąski, papierosy. Taki towar zaczyna dominować w ofercie.
    Jednym z elementów strategii jest też reorganizacja lokalizacji punktów sprzedaży w całej Polsce. Można się więc spodziewać, że w niektórych miejscach kioski znikną, w innych się pojawią.  Firma wciąż poszukuje osób chętnych do współpracy. Wystarczy wejść na stronę internetową i wypełnić znajdującą się tam aplikację.
    - Wątpię, by było wielu chętnych - mówi jeden z leszczyńskich ajentów kiosku, który chce pozostać anonimowy. - Gdyby to był dobry interes to w Lesznie nie stałoby tyle pustych kiosków. Dzisiaj ajent kiosku nie zarabia kokosów. Wystarcza na przeżycie, nic więcej. Mnie się te wszystkie zmiany nie podobają.
    Czy jednak przyniosą skutek, pokaże dopiero czas.
    - Kioski są potrzebne - przekonuje Renata Mrożek i opowiada o swoich klientach: - Czujemy się cząstką tego osiedla. Znamy się, klienci przychodzą nie tylko kupić coś, ale też porozmawiać, czasami się poradzić.  Usmażą pączki albo upieką piernika na święta, to przyniosą poczęstują.  Czujemy się prawie jak wielka rodzina. Nawet ci czterej panowie, którzy sobie cały dzień popijają piwko i których czasami goni policja, to też jej część. Między sobą mówimy, że to nasi klubowicze. Kupują u nas papierosy.
Arkadiusz Jakubowski    

PS To tekst, ktory napisałem w 2012 roku,  ukazał się drukiem w jednej z lokalnych gazet w Lesznie



Dodaj komentarz

Nie dodano jeszcze żadnego komentarza do tej publikacji.