Dodano: 2016-11-09 15:53   |   Dodał: a.jakubowski (Arkadiusz Jakubowski)   |   Kategoria: Aktualności

Secesja wisi w powietrzu

Kontrowersje

Secesja wisi w powietrzu


Potencjalnie do „wzięcia” jest 2000 hektarów i około 2000 osób. Wilkowice chcą do Leszna. Pytania w tej sytuacji są co najmniej trzy. Czy całe Wilkowice chcą do Leszna? Czy Leszno chce Wilkowic? I wreszcie: kto na tym zyska, a kto straci?


    Podobno sprawa dojrzewała od kilku lat, a czarę goryczy przelała w styczniu tego roku „sprawa autobusu” i to ona była kamyczkiem, który uruchomił lawinę i pchnął Wilkowice w kierunku secesji.  We wrześniu powstał zespół inicjatywny na rzecz przyłączenia wilkowickiego sołectwa do Leszna. W październiku ta grupa wystąpiła z pismem do prezydenta Leszna i przewodniczącego Rady Miasta Leszna, a skoro pojawiła się pisemna propozycja przyłączenia, sprawa nabrała bardziej formalnego charakteru. To już nie tylko pogaduszki na zebraniach wiejskich, tu muszą już zapaść wiążące decyzje.
    Dlaczego Wilkowice chcą do Leszna? (choć w zasadzie należałoby chyba pytanie postawić inaczej: dlaczego Wilkowice chcą się odłączyć od gminy Lipno?). Twarzą ruchu secesjonistycznego jest szef zespołu inicjatywnego Sylwester Przydrożny. Secesjoniści mówią o braku perspektyw rozwojowych dla Wilkowic będących częścią gminy Lipno. Gmina Lipno, choć nie jest najbiedniejszą gminą w kraju, do bogatych też nie należy – roczny budżet to około 24 mln zł (bez funduszy na 500plus). Rocznie na inwestycje w gminie wydaje się około 3 mln zł, co siłą rzeczy i w obliczu dużych potrzeb infrastrukturalnych Wilkowic (które są przecież wsią jedną z wielu w  gminie), cudów zdziałać nie pozwala. W efekcie w Wilkowicach brak utwardzonych dróg, kompleksu boisk, sali sportowej. Secesjoniści mówią też o tym, że otaczające Leszno inne gminy bardzo się rozwinęły, a Lipno stoi w miejscu. Wniosek jest oczywisty: gmina jest źle zarządzana.
    Na pewno w jednym mają rację: w Wilkowicach są zapóźnienia infrastrukturalne.  Zazwyczaj jednak w takiej sytuacji w systemie demokratycznym o poprawę  walczy się w wyborach, zmienia się wójta czy burmistrza,  radnych i bierze sprawy w swoje ręce. A Wilkowicach takich działań nie podjęto. Od razu za to wytoczono ciężką armatę w postaci secesji. Dlaczego tak?
    Głos zespołu inicjatywnego nie jest głosem całych Wilkowic. Obok grupy zwolenników przyłączenia Wilkowic do Leszna, powstała też grupa zwolenników pozostania Wilkowic w gminie Lipno. W jej imieniu występuje w mediach Magdalena Ilmer. Obie grupy są aktywne na przykład na Facebooku. Nie wiadomo jak rozkłada się poparcie we wsi dla obu opcji, wiadomo natomiast, że podział między zwolennikami obu obozów jest mocny i się pogłębia. Wiemy o kilku procesach wszczynanych w sądach z oskarżeń prywatnych, wiemy o wzywaniu na przesłuchania do prokuratury po zawiadomieniach składanych przez adwersarzy, wiemy o czynnościach podejmowanych przez policję. Wilkowice toczy bardzo mocny konflikt.
    Jego geneza jest jednak głębsza niż tylko kwestia secesji, sięga kilku lat wstecz i wiąże się z najnowszą burzliwą historią całej gminy Lipno. Obecny wójt Jacek Karmiński  zarządzanie gminą rozpoczął w 2012 roku jako komisarz wyznaczony przez premiera  po tym, jak poprzedni wójt Mariusz H. został aresztowany po postawieniu mu zarzutów korupcyjnych. Warto dodać, że zarzuty (popełnienia tak zwanego przestępstwa urzędniczego) postawiono również poprzednikowi Mariusza  H. na stanowisku wójta Januszowi Ch. (sprawa wciąż  jest w sądzie). Obecny wójt J. Karmiński po krótkim komisarycznym zarządzaniu gminą Lipno wystartował w 2012 roku w  przyspieszonych wyborach na wójta i je wygrał. Wygrał też w kolejnych wyborach, w 2014 roku. Nie tylko on, bo wygrali też typowani przez niego na radnych ludzie – swoimi radnymi obsadził wszystkie (!) 15 miejsc w lipieńskiej Radzie Gminy. Co ciekawe, w Wilkowicach, które mają w radzie aż 5 radnych, kandydaci Karmińskiego mieli w wyborach tylko jednego (!) konkurenta. Wilkowicka opozycja nawet więc nie spróbowała skorzystać z okazji do przejęcia władzy.
    Wśród osób popierających ideę oderwania Wilkowic od Lipna są ludzie  kojarzeni z zapleczem byłego wójta Janusza H., choć w rozmowie z Reporterem Leszczyńskim wyraźnie podkreślają, że przeszłość odcinają grubą kreską. Te zaszłości dają jednak przeciwnikom asumpt do twierdzenia, że cała sprawa jest tak  naprawdę polityczną awanturą, nie wiadomo tylko, czy jedynie na gminnym czy też wyższym szczeblu.
    O tym, że w sytuacjach secesji polityka odgrywa rolę  przekonali się mieszkańcy gminy Dobrzeń Wielki koło Opola. Od 2017 roku część gminy wejdzie w skład miasta Opole i to pomimo tego, że zdecydowana większość mieszkańców chce tam pozostania w wiejskiej gminie. Rząd jednak podjął w lipcu tego roku nieodwołaną decyzję w tej sprawia, a, jak piszą ogólnopolskie media, przyczynił się do tego wiceminister i poseł Patryk Jaki. Warto dodać, że do secesji części wsi doszło też w Zielonej Górze, ale tam odbyło się wiążące referendum, w którym pomysł zdobył poparcie zdecydowanej większości mieszkańców.
     Zapisy ustawy o samorządzie gminnym umożliwiają zmianę granic gmin w zasadzie wbrew woli mieszkańców. Decyzję o zmianach granic zawsze podejmuje rząd. Sprawą zajmuje się albo po otrzymaniu wyników gminnego referendum zarządzonego w tej sprawie, albo po otrzymaniu stosownego wniosku od rady gminy czy miasta, które chcą kogoś przejąć.  Wniosek kierowany jest po przeprowadzeniu tzw. konsultacji społecznych. W sprawie Wilkowic w grę wchodziłby właśnie ten tryb: gdy Rada Leszna zwróciłaby się z wnioskiem do Rady Ministrów o zmianę granic administracyjnych i włączenie sołectwa Wilkowice w granice miasta. Tylko czy Leszno tego chce?
    Jedna ze spiskowych teorii mówi o tym, że tak naprawdę pomysł secesji zrodził się w leszczyńskich strukturach PiS, które przecież dysponuje wiceministrem i posłem Janem Dziedziczakiem o bardzo mocnej pozycji w rządzie. W ten sposób przejęcie Wilkowic przez Leszno przypominałoby wariant opolski. Teoria  z pozoru jest sensowna (tym bardziej że Sylwester Przydrożny w poprzednich wyborach startował  nieudanie na radnego powiatowego z listy PiS) i trzyma się kupy, ale... ma, moim zdaniem, jeden poważny feler. Nie bardzo potrafię określić korzyści jakie z takiej siłowej operacji mogłoby odnieść leszczyńskie PiS.
    A propos ewentualnych korzyści i strat. Kto straciłby, kto skorzystał na secesji Wilkowic?
    Secesjoniści wymieniają korzyści, jakie mieszkańcy Wilkowic odniosą z przyłączenia sołectwa do Leszna: niższe podatki, lepszy dostęp do szkół w Lesznie, większą wartość nieruchomości, regularnie odśnieżane ulice, poprawę funkcjonowania poczty, komunikację miejską,  perspektywę inwestycji drogowych i doświetlania ulic. Prezydentowi Leszna przedstawili listę  oczekiwań Wilkowic wobec Leszna. To 8 punktów, wśród których są: pozostawienie szkoły, utworzenie przedszkola, pozostawienie OSP, zrewitalizowanie parku, uszczegółowienie koncepcji zagospodarowania przestrzennego, zmiana granic okręgów wyborczych w Lesznie, tak by Wilkowicom zabezpieczyć przedstawicielstwo w Radzie Miasta. Z tym byłoby chyba  najtrudniej. Jeśli doszłoby do przyłączenia Wilkowic do Leszna, stałyby się one zapewne częścią okręgu wyborczego numer 4, który obejmuje między innymi Zatorze i Gronowo i do którego przypisane jest 7 mandatów. Więcej mandatów nie będzie, a o wynikach wyborów decydować będą mieszkańcy całego, dużego okręgu, a nie tylko Wilkowic.
    Wilkowice wniosłyby do Leszna bogate wiano. To nie tylko 2000 hektarów powierzchni, około 2000 mieszkańców, ale duże działające na terenie Wilkowic firmy (płatnicy podatków). Wisienką (ba, ogromną wiśnią!) na torcie byłoby czterdzieści kilka hektarów ziemi w przysiółku Maryszewice. To prawdziwy klejnot  w koronie. To ziemia należąca do Agencji Nieruchomości Rolnych, będąca w trakcie procedury odrolnienia, która przylegać będzie do budowanej właśnie S-5 – doskonałe miejsce na strefę inwestycyjną. Dla każdego miasta byłby to cenny nabytek. W przypadku secesji być może w grę jeszcze mogłoby wchodzić 100 mln zł dla Leszna z budżetu państwa, czyli bonus, który gwarantuje ustawa o dochodach jednostek samorządu terytorialnego za zgodne połączenie dwóch samorządów. Choć chyba w tym przypadku trudno byłoby mówić o zgodnym połączeniu.
    Dla Leszna przejęcie Wilkowic to jednak nie tylko korzyści, ale też wydatki. Secesjoniści sami mówią o 20 mln zł zastrzyku, który przydałby się wsi. Wójt  Karmiński o 50 mln zł, które należałoby przeznaczyć na utwardzenie ponad 36 km dróg w sołectwie. Mimo to korzyści finansowe Leszna przewyższałyby chyba ewentualne koszty.
    Na secesji mieliby więc zyskać i mieszkańcy Wilkowic, i Leszno. Stratna byłaby  tylko gmina Lipno. Wójt Jacek Karmiński przyznaje, że odłączenie  Wilkowic byłoby dużą stratą dla gminy (z Wilkowic do gminnej kasy z tytułu podatków wpływa około 4,5 mln zł) i dodaje, że sprowadzanie tej straty tylko do kwestii finansowych jest daleko idącym uproszczeniem, bo nie uwzględnia kwestii kulturowych, społecznych, historycznych, tradycji.
    Co teraz? Ukonstytuowanie się we wrześniu zespołu inicjatywnego  niejako uruchomiło procedury formalne. Ich częścią powinny być tak zwane konsultacje społeczne. I takie odbędą się  w gminie Lipno. Jak dokładnie będą one wyglądać, zdecyduje Rada Gminy Lipno na najbliższej sesji. Konsultacje prawdopodobnie odbędą się na początku grudnia i będę przypominać quasi referendum: gminny lokal, komisja, kartka z pytaniem i dwie odpowiedzi:  Tak/Nie. W konsultacjach wezmą udział mieszkańcy sołectwa Wilkowice.
    - Myślę, że jeśli mieszkańcy opowiedzą się przeciw secesji, te konsultacje zakończą sprawę - mówi wójt Jacek Karmiński. - Tak wynika z publicznych deklaracji prezydenta Leszna i przewodniczącego leszczyńskiej Rady Miasta.
    A co jeśli mieszkańcy opowiedzą się za secesją? Piłeczka w takiej sytuacji będzie po stronie Leszna: prezydenta Łukasza Borowiaka i Rady Miasta:
    - Nie chcemy niczego robić wbrew woli mieszkańców – mówi Borowiak. - W tej sprawie muszą się wypowiedzieć w formie referendum i mieszkańcy gminy Lipno, i mieszkańcy Leszna.
    I Borowiak, i Sławomir Szczot przewodniczący leszczyńskiej Rady Miasta, którzy wzięli udział w spotkaniu z mieszkańcami Wilkowic zachowują w sprawie powściągliwość: nie formułują żadnych obietnic, uprzedzają o tym, że Leszno ma swoje wieloletnie plany inwestycyjne, a cała operacja przejęcia wymagałaby zmiany wielu przepisów prawa miejscowego. Ł. Borowiak dodaje:
    - Ja wolę patrzeć na sprawę z perspektywy Leszna jako centrum subregionu, w którym koegzystuje i miasto i okoliczne gminy – mówi. - Patrząc z tej perspektywy każda inwestycja w przyszłej strefie inwestycyjnej w Maryszewicach, nawet wtedy gdy leżą one w gminie Lipno,  jest też korzystna dla Leszna, bo oddziałuje pozytywnie na miasto. Nie wiem natomiast czy byłoby korzystne dla Leszna przejmowanie wsi wraz z trwającym w niej konfliktem. Zachowajmy w sprawie spokój. Może warto poczekać kilka lat?
    Czy to kończy sprawę? Kończyłoby jeszcze miesiąc temu, gdy prezydent Borowiak dysponował większością w Radzie Miasta. Po niedawnych gwałtownych roszadach rządząca Lesznem koalicja większości nie ma. W tej sytuacji wszystko się może zdarzyć.
Arkadiusz Jakubowski

REPORTER nr 1788 page 001REPORTER nr 1788 page 003REPORTER nr 1788 page 004



Dodaj komentarz

Nie dodano jeszcze żadnego komentarza do tej publikacji.