Dodano: 2016-11-09 14:49   |   Dodał: a.jakubowski (Arkadiusz Jakubowski)   |   Kategoria: Aktualności

Kołodziej wkracza do gry

Żużel

Janusz Kołodziej wchodzi do gry


 Drużyna naszpikowana gwiazdami z budżetem liczonym w milionach złotych, zamiast walczyć o medale broniła się przed spadkiem. Tak słabego sezonu w wykonaniu leszczyńskich Byków nie pamiętają najstarsi kibice. Nawet najwięksi pesymiści nie wyobrażali sobie, żeby faworyt rozgrywek przegrał wszystkie wyjazdowe mecze. Wstyd na całą Polskę.


Cisza zapadła na Strzeleckiej. We wrześniu i październiku dochodziły z klubu tylko szczątkowe informacje. Prezes Sportowej Spółki Akcyjnej Unia Leszno Piotr Rusiecki w połowie października potwierdził, że szykują „przewietrzenie składu”. Wtedy jeszcze nie chciał zdradzić, na czym ono ma polegać. Kto pierwszy straci pracę?
Padło na menadżera. Adam Skórnicki wyleciał jako pierwszy. „Skóra” spodziewał się najgorszego. Już przed ostatnim meczem sezonu z Betardem Spartą Wrocław przekazał swoim zawodnikom, że kończy współpracę z klubem. Kilka tygodni później, umowa z nim nie została przedłużona. Skórnicki usunął się w cień. Nie komentował decyzji władz Unii. Czuje się odpowiedzialny za słabe wyniki drużyny.
Drugim do odstrzału okazał się Nicki Pedersen. Ten sam, który rok wcześniej poprowadził Byki do tytułu mistrza Polski. Pedersen miał wtedy najwyższą średnią biegową – 2,17 pkt. Był najlepszy wśród seniorów Unii Leszno. Zimą klub zaproponował mu nowy kontrakt. Dwuletni.
- W życiu nie spodziewałem się, że mając ważny kontrakt do końca 2017 będę musiał w połowie obowiązującej umowy, szukać nowego pracodawcy. Nie czuję się winny. Mimo, że według statystyk punktowałem słabiej, niż rok wcześniej. Gdyby pozostali zawodnicy punktowali na tym samym poziomie co ja nie byłoby tragedii – tłumaczył po sezonie Nicki Pedersen.
Trzykrotny mistrz świata jest gotów zgodzić się na obniżenie uposażenia i jeździć w Unii za mniejsze pieniądze. Tym bardziej, że w polskiej lidze większość druzyn zakończyła budowanie kadry. Pedersen wie, że stoi pod ścianą. Unia chce z nim rozmawiać. Warunek – obniżka kontraktu. Żużlowiec nie wierzy zapowiedziom. Wie, że Byki mają już pięciu seniorów. Żaden z nich nie zgodzi się być rezerwowym.
W pierwszym tygodniu listopada kontrakt z Unią podpisał 32 – letni Janusz Kołodziej. Po nim na rozmowy do Leszna ma przyjechać Pedersen. Duńczyk prawdopodobnie przyjedzie, ale tylko po to by spakować sprzęt, który zostawił po sezonie. I na tym wietrzenie w Unii się zakończy. Kontrakty z Bykami przedłużyli: Emil Sajfutdinow, Piotr Pawlicki, Grzegorz Zengota i Peter Kildemand. Kontrakty obowiązują do końca 2017 roku. Wolną rękę w poszukiwaniu nowego pracodawcy otrzymał Tobiasz Musielak.  
W Unii zostają wszyscy młodzieżowcy. O dwa wolne miejsca w składzie mają walczyć: Bartosz Smektała, Dominik Kubera i Daniel Kaczmarek. Do nich może dołączyć Ukrainiec Wiktor Trofimow, który stara się o polskie obywatelstwo. Jeśli zdąży pozałatwiać wszystkie sprawy do inauguracji sezonu, to może liczyć na miejsce w kadrze. W przeciwnym razie zostanie wypożyczony do innego klubu. Prawdopodobnie trafi na zaplecze ekstraligi lub zacznie startować w II lidze.
W Unii po sezonie oceniono sytuację. Plany przedstawiono władzom miasta. Prezydent Łukasz Borowiak obiecał pomóc. Samorząd przekaże środki na promocję miasta przez żużel i włączy się do organizacji drużynowego Pucharu Świata, który w lipcu odbędzie się w Lesznie. Licencję na organizację zawodów wykupiła Unia. Wysokość kontraktu chroni tajemnica handlowa. Polskie kluby w przeszłości za DPS płaciły krocie.
Unia zaraz po zakończeniu rozgrywek ruszyła na poszukiwania. Pierwsze przymiarki pokazały, że nie będzie oszczędzania. Na celownik znaleźli się żużlowcy z tzw. górnej półki. Ich roczne kontrakty zaczynają się od miliona złotych. Janusz Kołodziej wcale nie był pierwszym wyborem. Był nim Patryk Dudek z zielonogórskiego Falubazu. Zawodnik poinformował leszczynian, że transfer wchodzi w rachubę, ale tylko wtedy gdy nie dogada się z macierzystym klubem. Dudek zdradził, że oferta finansowa z Leszna była kusząca.
Falubaz podwyższył uposażenie Dudkowi. Zawodnik przedłużył kontrakt do 30 października 2018 r. Zielonogórzanie natychmiast podpisali umowy również z Jasonem Doyle’m i Jarosławem Hampelem, bo – jak twierdzą – Australijczyk również znajdował się na liście życzeń Byków. Z kolei, Hampel był wymieniany w kontekście wzmocnień Sparty Wrocław.
Jak się okazało, w Lesznie przygotowano dwie listy z nazwiskami zawodników, który mogliby trafić na Strzelecką. Jedną listę posiadali właściciele Unii, natomiast drugą miał przygotować nowy menadżer. Został nim Piotr Baron z Wrocławia. Dotychczasowy opiekuj żużlowców ze stolicy Dolnego Śląska trafił do Leszna na 2 lata. Pracę w Unii rozpoczął 1 października.
Ustaliliśmy, że na obu transferowych listach, czyli prezesa Rusieckiego i menadżera Barona, znajdował się Patryk Dudek. Dlatego uniści z dużą determinacją przystąpili do działania. Co ciekawe, Baron chwali Pedersena i go nie skreślił. Darzy go chyba większym zaufaniem, niż Petera Kildemanda. Z Nickim trzeba jednak umieć rozmawiać. To wielka sportowa indywidualność, która potrzebuje swobody w życiu i na torze. Nieraz udowadniał, że w żużlu nie cierpi taktyki. Bardzo dba o własne wyniki, co nie zawsze przekłada się na sukces drużyny. W Lesznie doskonale o tym wiedzą.     
Wybór Kołodzieja ma swoje dobre strony. Zawodnik z Tarnowa utrzymuje wysoką formę, która od trzech lat gwarantuje mu miejsce w TOP-10 najskuteczniejszych żużlowców ekstraligi. Poza tym, dobrze zorganizowany, doświadczony i waleczny na torze. „Koldi” ma być razem z Emilem Sajfutdinowem motorem napędowym Byków. Punktować mają wszyscy zawodnicy, ale Sajfutdinow i Kołodziej będą dźwigać największy ciężar.
Może trzeba było odważniej postawić na swoich żużlowców. Nie szukać posiłków poza Lesznem i przy tym zaoszczędzić parę groszy. Idealnym kandydatem na lidera wydaje się być Piotr Pawlicki. Młody i charyzmatyczny, który już dużo potrafi. Jako jeden z trzech Polaków wywalczył miejsce w światowej elicie i ściga się w Grand Prix IMŚ. Pawlicki ma zdobywać dużo punktów. Stać go na to, ale gdyby został namaszczony na lidera, to poczułby się bardziej potrzebny.  
Tymczasem Pawlicki, oprócz juniorów, jest jedynym leszczynianinem w składzie Byków. Kilka lat temu byłoby nie do pomyślenia, żeby najbardziej utytułowany klub w kraju, z najlepszą szkółka żużlową, musiał bazować na armii zaciężnej.
Robert Duda

Uzupelnienie do tekstu z FB:

Głód sukcesu w Unii Leszno jest tak duży, że nawet tegoroczne niepowodzenia niczego nie nauczyły właścicieli klubu. Sternicy ze Strzeleckiej drugi rok z rzędu podążają tą samą drogą. Zbudowali zespół na potęgę. Personalnie lepszy, niż posiadali. Nie wzięli pod uwagę, że mocne nazwiska nie gwarantują sukcesu. Przekonali się o tym w tym roku, gdy zespół naszpikowany gwiazdami nie wygrał żadnego meczu na wyjeździe i musiał bronić się przed spadkiem.
Nie tylko nas zaskoczyły ostatnie decyzje personalne na Strzeleckiej. Sprowadzenie Janusza Kołodzieja wydawało się być uzasadnione. Żużlowiec z Tarnowa może wprowadzić spokój w drużynie i stabilizację. Według zapowiedzi miał zastąpić Nickiego Pedersena. Duńczyk już nawet jeździł po klubach i szukał nowego miejsca zatrudnienia. Jak się okazało, nie było chętnych, by go zatrudnić. Prezesi nie chcieli spełnić jego wysokich wymagań finansowych.
Pedersen ma ważny kontrakt z Unia Leszno do końca sezonu 2017. W poniedziałek przyjechał do Leszna i co się okazało? Dogadał się z prezesem Piotrem Rusieckim i zostaje w drużynie. Unia ma 9 zawodników, w tym 6 seniorów. Zapowiada się więc walka na noże o pięć miejsc w składzie. Nikt już nie wspomina o atmosferze. Może poza Pedersenem, który publicznie powiedział, że atmosfera musi się poprawić. Słuszne spostrzeżenie. Na pewno sama się nie poprawi.
Nicki kończył sezon w barwach Unii skłócony z drużyną. Wszyscy pamiętamy mecz z Betardem Sparta Wrocław, gdy zawodnicy i menadżer Adam Skórnicki rozmawiali za zamkniętymi drzwiami. Na spotkaniu nie było tylko Duńczyka.  Uniści po spotkaniu przekazali władzom klubu, że nie chcą jeździć z Pedersenem. W zawodach wystąpił Tobiasz Musielak. Rozstanie z trzykrotnym mistrzem świata miało poprawić atmosferę.
Zamiast Pedersena z Leszna wyleciał Musielak. Na jego miejsce sprowadzono Kołodzieja. Pomijając kwestie finansowe, bo ten zespół będzie kosztował kilka milionów złotych, zabrakło działaczom konsekwencji w działaniu. Nie poradzili sobie z gwiazdami w tym roku, więc poszli dalej i zbudowali jeszcze mocniejszy dream team. Sukces ponad wszystko! Co o tym myślicie?  
Robert Duda

REPORTER nr 1788 page 015REPORTER nr 1788 page 016



Dodaj komentarz

Nie dodano jeszcze żadnego komentarza do tej publikacji.