Dodano: 2017-04-15 09:51   |   Dodał: a.jakubowski (Arkadiusz Jakubowski)   |   Kategoria: Aktualności

Cudze chwalicie... Polemika

Tekst "Cudze chwalicie, swego nie znacie", który ukazał się w Reporterze Leszczyńskim nr 4/2017 (dostępny w zakładce archiwum) wzbudził żywe zainteresowanie kibiców żużla. Dziś publikujemy list, jaki dostaliśmy od czytelnika oraz redakcyjną odpowiedź na niego

Zdaniem czytelnika

Witam, chciałbym nawiązać do artykułu Reportera Leszczyńskiego z dnia 23 marca (nr 4) pod tytułem „Cudze chwalicie, swego nie znacie”. Przedstawia on politykę kadrową miejscowej drużyny żużlowej FOGO Unii Leszno. Autor tego artykułu w większości neguje wszelkie posunięcia kierownictwa klubu jeśli chodzi o skład zespołu na nadchodzący sezon. Jako wieloletni kibic tego sportu (35 lat stażu) chciałbym wypowiedzieć swoje zdanie. Oczywiście nie wszyscy muszą się ze mną zgadzać, ale polemizować przecież można.
    Zarzut autora, że w Lesznie pozbywają się wychowanków jest nie do końca adekwatny do realiów panujących obecnie na rynku żużlowym. O ile się nie mylę to, oprócz Leszna, tylko w Zielonej Górze i Rybniku jest po 3 wychowanków w podstawowym składzie, licząc oczywiście juniorów. Pozostałe kluby mogą się pochwalić tylko dwoma, lub jednym. Pod tym względem FOGO Unia nie odbiega od reszty zespołów Ekstraligi, ale tylko leszczyński klub szkoli młodzież na potęgę i zasila inne kluby. Do tego tematu jeszcze wrócę, gdyż autorowi chodziło o, jak to nazwał „pozbycie się Daniela Kaczmarka”.
    Zacznijmy od początku, czyli opuszczenie klubu przez Krzysztofa Kasprzaka. Włodarzem klubu w ówczesnym czasie był prezes Józef Dworakowski, który słynął z bardzo twardej ręki w stosunku do zawodników. To za jego rządów klub opuścili nie tylko Krzysztof Kasprzak, ale także bracia Pawliccy. Dlaczego? Nie wiem, ale można się tylko domyślać, że był konflikt na linii pracodawca – pracownik. Jeśli ktoś nie pamięta to nadmienię tylko, że prezes Dworakowski zasiadł za sterami klubu, który tonął w długach i obiecał, że wyprowadzi go na prostą, sięgnie po mistrzostwo i słowa dotrzymał, a pamiętajmy, że kibic na stadionie jest wtedy, gdy jest sukces, a kiedy go nie ma, to jest pusto. I to nie chodzi tylko o Unię Leszno, czy żużel. Wystarczy popatrzeć na leszczyńską halę Trapez. Koszykarze Polonii grają z sukcesami na zapleczu najwyższej klasy rozgrywkowej, a hala pęka w szwach. W tym zespole, o ile się nie mylę, nie ma żadnego wychowanka, za to mecze koszykarek bez sukcesów ogląda garstka widzów. Pamiętam, jak były w najlepszej czwórce w Polsce to do Trapezu ciężko było się dostać, a też nie było w tym zespole wychowanek, więc argument o lokalności niestety jest już nieaktualny w dzisiejszym sporcie, gdzie po prostu rządzi pieniądz. Czy to żużel, czy koszykówka realia są takie same.
    Wracając do żużla, też pamiętam czasy, gdy w zespole jeździli sami wychowankowie, a gdy ktoś chciał zmienić barwy klubowe to musiał odbyć roczną karencję (np. Jan Krzystyniak), ale te czasy już nie wrócą i musimy się z tym pogodzić. Takie są obecnie realia tego sportu i nic na to nie poradzimy, a jeżeli ktoś nie może się z tym pogodzić to nie ma obowiązku pójścia na stadion.
    Pan R    edaktor nawiązuje też do opuszczenia klubu przez Damiana Balińskiego. Nie sądzę, aby ktoś go na siłę ze Strzeleckiej wyganiał. Jeżeli ma się do wyboru walkę o miejsce w składzie, albo pewny start to ja też bym wybrał opcje numer 2, bo przecież trzeba z czegoś żyć i rodzinę utrzymać. To jest oczywiście tylko moje zdanie i nie każdy musi się z nim zgodzić. Dla mnie Pan
Damian zawsze był i będzie ikoną, tylko jak to mówią młodzi – życie. To także po części dotyczy Tobiasza Musielaka, który swoimi wynikami w ubiegłym sezonie nie powalił na kolana. Jemu też z całego serca życzę, aby odbudował się na obczyźnie i wrócił do nas. Będę z nadzieją czekał.
    Był także poruszony temat powrotu do Leszna Przemysława Pawlickiego – ponoć nie udany. Nie znam szczegółów, ale gdy Przemek opuszczał Leszno w 2015r roku zaskoczył tym wielu kibiców. Z nowym klubem zdobył ponownie tytuł mistrza Polski i nagle chce wracać do prawie zdegradowanego Leszna? Czyżby obcy chleb tak szybko przestał smakować?
    No i pozostała sprawa Daniela Kaczmarka. Owszem zdobył komplet medali juniorskich w ubiegłym sezonie, ale koledzy z drużyny też. Oczywiście, z wyjątkiem złota indywidualnie, tyle że w lidze (a to kibic ceni najbardziej) Daniel Kaczmarek niczym nie przebijał kolegów, więc jeżeli chodzi o nadchodzący sezon musiałby rywalizować o miejsce w składzie z Bartkiem Smektałą i Dominikiem Kuberą, a że mamy nowego managera z zewnątrz trudno byłoby go posądzać o faworyzowanie któregokolwiek z nich i walka o skład byłaby na pewno fair. Zresztą ponoć sam Piotr Baron namawiał Daniela Kaczmarka o pozostanie w zespole, ale ten wybrał łatwiejszą opcję występu w klubie, gdzie będzie numerem jeden wśród juniorów.
    Nie rozumiem też dlaczego przejście Emila Sajfutdinowa do Leszna według autora było tak kontrowersyjne? Przecież normalne jest chyba to, że wybiera się ten zakład pracy, gdzie warunki płacy są lepsze i to się nazywa po prostu wolnym rynkiem, a nie jakimś podkupywaniem.
    To tyle, jeśli chodzi o zdanie Pana Redaktora w w/w artykule, choć w jednym punkcie muszę się z Panem Robertem Dudą zgodzić. Tak jak już wspomniałem, jestem kibicem bardzo długo, ale to nie znaczy że jestem bezkrytyczny w stosunku do wszystkiego co się tyczy Unii Leszno. Chodzi o zatrudnienie Nickiego Pedersena. Dla mnie to persona non grata w tym zespole, ale niestety jestem tylko kibicem i nie mam żadnego wpływu na dobór kadry naszego klubu. Mam nadzieję, że Pan prezes Piotr Rusiecki kiedyś przejrzy na oczy i pozbędzie się swojego pupila z Unii Leszno. To chyba wszystko o czym chciałbym napisać. Mam nadzieję, że nadchodzący sezon przyniesie nam kibicom znacznie więcej radości niż poprzedni i może wtedy mniej niezasłużonej krytyki popłynie w stronę leszczyńskiego zespołu.
Robert Roszak, Leszno

Zdaniem redakcji
Zgadzam się z Panem, że wyniki w sporcie stanowią podstawę działalności. Tak samo ważne są, jak gwarancje finansowe, posiadanie bazy sportowej, szkolenie, dobra organizacja itp. Markę klubu buduje się na mocnych fundamentach. Jednym z jej elementów jest integracja z lokalnym społeczeństwem. Dobre relacje można wypracować poprzez wychowanków, zawodników z Leszna i regionu. To oni przyciągają na stadion kibiców, swoich znajomych, sąsiadów, kolegów ze szkoły itp. Historia klubu, medale, osiągnięcia są ważnym czynnikiem przy tworzeniu klubowego marketingu. Nie można tego zaniedbać, posiadając określony dorobek. Trzeba to umieć wykorzystać. Największe europejskie kluby sportowe na tym bazują.  
    Owszem, nie wszyscy zawodnicy mają predyspozycje do walki o najwyższe cele. Muszą więc poszukać sobie nowych miejsc pracy i taka jest kolej rzeczy. Ale leszczyńskie przykłady, choćby Krzysztofa Kasprzaka, Przemysława Pawlickiego czy Daniela Kaczmarka pokazują, że może warto dać im szansę. Można dyskutować i wymieniać różne przypadki – lista nazwisk jest długa. Trenerzy Byków rok temu uznali, że np. Marcin Nowak nie rokował nadziei i był gorszym juniorem od Bartosza Smektały, Dominika Kubery i Kaczmarka. Trenerzy odpowiadają za wyniki i oni ponoszą konsekwencje. Jak się okazało, Nowak w barwach GKM Grudziądz miał wyższą średnią biegową od Smektały, Kubery i Kaczmarka.  Można się pomylić?
Proszę nie porównywać Unii Leszno z klubami z Zielonej Góry i Rybnika pod względem ilości wychowanków w podstawowym składzie. Leszno od lat słynie ze szkolenia młodzieży. Unia posiada najbardziej prężnie działającą szkółkę żużlową w Polsce. Nikt jej nie dorównuje. Leszno w ostatniej dekadzie zgłosiło do egzaminu licencyjnego najwięcej wychowanków (dwa razy więcej od ROW Rybnik, trzy razy więcej od Stali Gorzów i KS Toruń i siedem razy więcej od Sparty Wrocław). To tylko przykłady, statystyka. Tymczasem, przeglądając składy drużyn ekstraligi, ciężko udowodnić że Leszno szkoleniem stoi. Chyba, że weźmiemy pod uwagę ilość wychowanków Unii w innych klubach. W Stali Gorzów i ROW-ie Rybnik startuje po dwóch leszczyniaków wśród seniorów, czyli więcej niż w Lesznie.  
    Unia aktualnie posiada tylko jednego wychowanka, Piotra Pawlickiego (nie licząc juniorów, Falubaz ma dwóch – Protasiewicz, Dudek), jeśli „Pitera” w ogóle można określić mianem zawodnika z leszczyńskiej szkółki. W jego przypadku koleje losu były zawiłe. Pierwsze kroki na żużlu stawiał pod okiem taty w Zaborowie. U progu kariery zbierał nauki w innych klubach (Warszawa, Piła). Nie zapominajmy, że Pawlicki w Unii po sezonie 2016 znalazł się na wylocie. Z klubu dostał wilczy bilet i musiał szukać nowego pracodawcy. Niewiele brakowało i dzisiaj kapitana reprezentacji Polski, szóstego zawodnika na świecie, uczestnika Grand Prix nie byłoby w Lesznie. To efekt, jak Pan to określił, rządów twardej ręki.
    Według Ekstraligi Żużlowej wyszkolenie juniora kosztuje ok. 300 tysięcy złotych. W Lesznie zachwiane zostały proporcje w szkoleniu i transferowaniu zawodników z zewnątrz. Unia nie wykorzystuje swojego potencjału. Właściciele klubu sięgają po gwiazdy, za które słono płacą. Mając pod bokiem swoich zawodników. Bo czym różni się Krzysztof Kasprzak od Nickiego Pedersena, albo Petera Kildemanda? Wychowanek Byków wcale nie jest gorszy od duńskich gwiazdorów. Jest chłopakiem stąd. Tu chodził do szkoły, nauczył się jeździć na żużlu, tutaj można spotkać go na ulicy, w kinie, na koncercie. Zagraniczne gwiazdy przyjeżdżają tylko do pracy.
    Polityka władz Unii od lat się nie zmienia, chociaż współwłaściciel i były prezes, Józef Dworakowski, wielokrotnie powtarzał, że marzy mu się drużyna złożona z wychowanków i miejscowych zawodników. Na razie jednak na słowach się kończy. Mam wrażenie, że w Lesznie wynik jest stawiany ponad wszystko. Tylko, co dalej? Koszty rosną. Jeszcze kilka sezonów temu, budżet Unii wynosił 6 mln zł. Obecnie sięga 9 mln zł. Gdzie znajduje się granica rozsądku?
    Pomijam fakt, że jednym ze źródeł finansowania są środki płynące z miasta. Samorząd wspiera Unię, co nierzadko wywołuje dyskusje, powoduje oburzenie mieszkańców. Pretensje zgłaszają również działacze innych klubów sportowych w mieście. Zwłaszcza gdy porównują miejskie dotacje przekazywane na szkolenie młodzieży i wyliczają ilość trenującej w poszczególnych klubach. Unia na tym tle wypada blado, bo adeptów speedwaya nie ma tak dużo, jak np. chłopców kopiących piłkę. W tym przypadku, chodzi tylko o szkolenie. Promocja przez sport, to zupełnie inny temat.  
    Musimy zdawać sobie sprawę, że kontrakty Emila Sajfutdinowa, Pedersena, Kołodzieja, to finansowo najwyższa półka. Nicki zimą jeździł po klubach. Oferował swoje usługi i podobno zaczynał rozmowę od 1,5 mln zł za sezon. Nie znalazł chętnego, więc wrócił do Leszna i podpisał kontrakt z Unią. Trudno w przypadku armii zaciężnej mówić o przywiązaniu do klubowych barw. Zastanawiałem się, czy w dzisiejszych realiach takie pojęcie jeszcze w ogóle funkcjonuje. Ale wystarczy porozmawiać z Damianem Balińskim, albo Tobiaszem Musielakiem o Unii, o Lesznie, o kibicach i nie ma wątpliwości. „Bally” ma błękitną krew i pewnie tak już zostanie. Wychowany na Unii spędził w niej 20 lat.
    Na pewno dobrych kontaktów nie buduje się na zakazach, które dotykają byłych żużlowców ze Strzeleckiej. Pomijam starszych żużlowców, którzy zakończyli karierę. Mało ich na stadionie. Zawodnicy, którzy nadal się ścigają często narzekają, że nie mają wstępu na trening. Chcąc przetestować motocykle na torze muszą jeździć do Rawicza, Ostrowa, Gniezna, Lginia. Prawdopodobnie boli Tobiasza Musielaka, że nie został zaproszony do udziału w memoriale A. Smoczyka. Działacze z Leszna woleli wziąć Adriana Miedzińskiego, Krzysztofa Buczkowskiego, Pawła Przedpełskiego. Czy oni bardziej zasłużyli na udział w zawodach od Tobiasza Musielaka? W Lesznie szybko zapomnieli, że „Tofeek” jeszcze rok temu był kapitanem drużyny. To samo dotyczy Damiana Balińskiego, który wielokrotnie udowadniał na torze, że dałby się za Unię pokroić. „Bally” co prawda dostał zaproszenie na memoriał, ale dopiero gdy odmówił Brady Kurtz.
    Przykład koszykarzy Jamalex Polonii 1912 Leszno, który Pan podaje, wcale mnie nie przekonuje. Nie tylko dobre wyniki przyciągnęły kibiców do Trapezu, mimo że one mają duże znaczenie. Przez ostatnich prawie 20 lat w Lesznie brakowało basketu na dobrym poziomie w męskim wydaniu. Polonia przez lata błąkała się w najniższej klasie rozgrywkowej. Sukcesem było wygranie kilku meczów w sezonie. Pomijam poziom rywalizacji, organizację zawodów i marketing, którego nie było.
    Kibice czuli głód dobrego basketu i I liga daje im nadzieję. Zacięte mecze pokazują, jak bardzo jest potrzebna w mieście alternatywa w postaci dyscypliny sportu, która wypełni lukę powstałą, gdy kończą sezon żużlowcy. Władze beniaminka I ligi doskonale zdają sobie sprawę, że bez armii zaciężnej nie byłyby w stanie osiągnąć celu. W Lesznie przez lata zaniedbano szkolenie i trudno na zgliszczach cokolwiek odbudować. Ale też wiedzą, że muszą działać, bo drużyna oparta na zawodnikach z zewnątrz w dłuższym wymiarze czasu nie daje gwarancji. Dlatego poloniści wskrzesili szkolenie. Drużyna juniorów oparta na zawodnikach z Leszna i Osiecznej zakwalifikowała się do ćwierćfinału mistrzostw Polski juniorów. W następnym sezonie ma włączyć się do walki o wyższe cele, natomiast najzdolniejsi mają wchodzić do pierwszoligowego składu. Tak, żeby za kilka lat Polonia była leszczyńska. A transfery z zewnątrz stanowiły jedynie uzupełnienie.  
    Staram się zrozumieć Pana i wiem, że krytykowanie Unii Leszno nie jest w modzie – wręcz przeciwnie. Wcale nie uważam, że wszystko jest złe, co związane z Unią Leszno. Gdyby tak było, to skąd wzięły się sukcesy. Nie podoba mi się polityka kadrowa władz klubu, co wyraziłem w tekście „Cudze chwalicie, swego nie znacie”. Unia pędzi po złoto – po drodze zapominając i trwoniąc inne wartości.
ROBERT DUDA

Fot. Robert Duda

REPORTER nr 0596 page 015REPORTER nr 0596 page 016



Dodaj komentarz

Dodał: colo
2017-09-25 07:51
Zwycięzców się nie sądzi. Sport się sprofesjonalizował i nic na to nie poradzimy. Mimo całej sympatii dla byłych naszych, dlaczego maja otrzymywać bonus w postaci uczestnictwa w treningach?