Dodano: 2017-03-10 17:52   |   Dodał: a.jakubowski (Arkadiusz Jakubowski)   |   Kategoria: Aktualności

Klucz do zamkniętych torów

Kolej na luzie powstała po to, by wygrać wyścig z czasem. Z czasem, który wymazuje ludzkie wspomnienia, który, choć nie ma materialnej natury, potrafi niszczyć, który wreszcie sprawia, że kolejowe tory znikają w gęstwinie krzewów i odchodzą w niepamięć

– Od samego początku, gdy tylko powstał Międzygminny Związek Turystyczny Wielkopolska Gościnna zdawaliśmy sobie sprawę, że nieczynne linie kolejowe, które pozostały po zamkniętych przez PKP trasach i które wielu chciałoby rozebrać jako zbyteczny balast, tak naprawdę są wielkim atutem tego regionu i w przyszłości mogą stać się motorem pozarolniczego rozwoju tego obszaru – mówi Jarosław Lisiecki, który szefuje Wielkopolsce Gościnnej. – Dlatego trzeba zrobić wszystko, by ten majątek nie uległ całkowitemu zniszczeniu.  
    Związek Turystyczny Wielkopolska Gościnna (obecnie tworzy go 12 gmin: gmina Kościan, gminy Dolsk, Jutrosin, Kobylin, Krobia, Krzywiń, Miejska Górka,  Pępowo, Piaski, Pakosław, Gostyń, Rawicz),  powstał w 2002 roku z inicjatywy Mariana Poślednika. To były wójt gminy Pępowo, były poseł na Sejm RP, obecnie senator RP z ramienia Platformy Obywatelskiej i prezes Lokalnej Grupy Działania Gościnna Wielkopolska. Już same nazwy wskazują, że i związek turystyczny i grupa działania są ze sobą powiązane.
    – Od lat głównym obszarem mojego zainteresowania i działania są kwestie związane z restrukturyzacją wsi – tłumaczy M. Poślednik. – Technologiczny rozwój rolnictwa sprawia, że ta branża nie wygeneruje wystarczająco wielu miejsc pracy, by zapewnić zatrudnienie wszystkim mieszkańcom. Niezbędne staje się szukanie alternatywnych zajęć i działalności. Jedną z nich jest szeroko pojęty sektor usług turystycznych. Dla obszarów rolniczych takich jak nasza południowo-zachodnia Wielkopolska, gdzie działają i nasz związek turystyczny, i nasza LGD turystyka może się stać dodatkowym źródłem dochodów. Tym bardziej, że dysponujemy sporym potencjałem w tym względzie. Nie myślę tu tylko o tak zwanych sielskich klimatach, ale też o takich atutach jak nasza bogata historia, świetna kuchnia, no i te nieczynne tory kolejowe, które aż proszą się by je wykorzystać. Trzeba było tylko znaleźć klucz na ich wykorzystanie.
    Klucz znalazł się w 2003 roku podczas pewnej służbowej podróży prezesa Poślednika. Leżał w... pociągu InterCity. Jadąc do Warszawy na obrady Sejmu prezes zaczytał się w gazecie wydawanej wówczas przez IC. Gdy skończył lekturę tekstu o pewnej prywatnej inicjatywie w Szwecji, wiedział że to coś, czym powinna zainteresować się także Wielkopolska Gościnna.
    – To był tekst o tym, jak w Szwecji uruchomiono na 9-kilometrowej nieczynnej linii kolejowej turystyczną kolej drezynową – opowiada J. Lisiecki. – Pisano, że okazała się ona wielkim hitem, że przyjeżdżają turyści z całego świata, nawet z Japonii i filmują tę atrakcję. Pojechaliśmy na własne oczy przekonać się, jak to wygląda.
    Rzeczywiście na 9-kilometrowej trasie jeździło kilka drezyn rowerowych oddanych do dyspozycji turystów, a ci, najwyraźniej zachwyceni atrakcją, tłumnie z tego korzystali.
    – A na terenie, który obejmuje Związek Turystyczny Wielkopolska Gościnna mamy około 100 kilometrów nieczynnych linii kolejowych – mówi J. Lisiecki. – I to linie w dużej części wciąż w dobrym stanie technicznym. Wiedzieliśmy, że kolej drezynowa to właśnie klucz do wykorzystania tych torów.
    Po tamtej wizycie sprawy przyspieszyły. Między innymi za sprawą Tomasza Węsierskiego, kolejowego pasjonata z Poznania:
    – Pierwszą drezynę kupił mi ojciec, jak obroniłem pracę magisterską z chemii na uniwersytecie w Poznaniu – mówi o sobie i dodaje, że obecnie drezyn ma więcej. Posiada też dworzec w Nojewie koło Szamotuł przy nieczynnej linii kolejowej z Szamotuł do Sierakowa. Kupił ruinę od kolei i od roku remontuje ją własnym sumptem.
    Wtedy, w 2004 roku pojawił się przy jakiejś okazji w Krzywiniu. Przez gminę przebiegała kiedyś linia kolejowa łącząca Gostyń z Kościanem. Spore jej fragmenty zachowały się do dzisiaj. Spotkanie Węsierskiego z ówczesnym burmistrzem Krzywinia, Pawłem Buksalewiczem zaowocowało powołaniem do życia Stowarzyszenia Krzywińska Kolej Drezynowa, które dysponuje taborem drezyn i które organizuje przejazdy nimi dla zainteresowanych grup. Baza znajduje się w Bieżyniu, a drezynami można dojechać aż do Kunowa pod Gostyniem, gdzie można zwiedzić niewielkie muzeum kolejnictwa.
    – Krzywińska Kolej Drezynowa to dowód, że idziemy w dobrą stronę, że stare nieczynne tory mogą zyskać drugie życie i stać się atrakcją przyciągającą do nas turystów – mówi Lisiecki. – Tak samo jak na przykład w Kutzel w Niemczech.
    Lisiecki nie bez powodu wymienia nazwę tej miejscowości. Mniej więcej w tym samym czasie, gdy delegacja z Wielkopolski Gościnnej przyglądała się szwedzkiej kolei drezynowej, była tam też delegacja z tej niewielkiej niemieckiej miejscowości z północnej Nadrenii-Westfalii. Przyjechali do Szwecji, bo na terenie swojej gminy też mieli nieczynną linię kolejową, z którą nie wiadomo było co zrobić.  I jeszcze na dodatek narzekali na wyjazdy miejscowych za chlebem w inne, bogatsze rejony Niemiec.
    – O tym, że byli w Szwecji w tym samym czasie co my, dowiedzieliśmy się kilak lat później, gdy pojechaliśmy oglądać kolej drezynową właśnie w... Kutzel – opowiada J. Lisiecki. – Też ich ten szwedki pomysł zachwycił i też postanowili powielić go u siebie. Z tym, że od razu znaleźli bardzo silnego partnera: niemiecką kolej państwową Duetsche Bahn, która w przedsięwzięcie mocno się zaangażowała razem z lokalnymi samorządami. Lokalne prywatne firmy „obudowały” produkt pod nazwą „kolej drezynowa” niezbędną infrastrukturą: miejscami noclegowymi, restauracjami, sklepikami z pamiątkami. Teraz w Kutzel twierdzą, że udało im się zahamować trend wyjazdów miejscowych i że teraz to do nich przyjeżdżają ludzie do pracy. Takie rozwiązanie marzy się i nam. Stworzyliśmy markę pod nazwą „Kolej na luzie”, wokół której krok po kroku budujemy produkt turystyczny i szukamy partnerów do działania.
    Jednocześnie Wielkopolska Gościnna skupia się na tym, by wciąż istniejący jeszcze pokolejowy majątek nie zdekapitalizował się do końca i aby przetrwał w jak najlepszym stanie.
    – Staramy się uzmysłowić mieszkańcom, że te nieczynne tory kolejowe są wspólnym majątkiem, o który trzeba dbać, bo być może w przyszłości przyniesie on jakieś owoce – mówi Lisiecki. – Aby takie przekonanie powstało, sposób jest tylko jeden: ludzie muszą widzieć, że na tych torach coś się dzieje, że nie znikają bezpowrotnie w gęstwinie  krzaków.
    I stąd  właśnie wziął się pomysł organizowania wyścigów drezyn. Od razu było wiadomo, że najlepiej organizować je na Kobylince, czyli na dawnej linii kolejowej nr 362 Rawicz-Kobylin, bo w zasadzie, po pierwsze do dzisiaj znajduje się ona w świetnym stanie technicznym (na całej długości ma betonowe podłoże wymienione na początku lat 80-tych XX wieku i solidne, nowiuteńkie szyny), po drugie ma interesującą historię i przebiega przez interesujące tereny. Więc ma Kobylinka zdecydowanie największy potencjał do uruchomienia na niej turystycznej kolei drezynowej.
    – Początkowo wyścigi drezyn organizowaliśmy jako takie pojedyncze eventy w poszczególnych miejscowościach na Kobylince – opowiada Lisiecki. – Sprzęt  dostarczał nam Tomasz Węsierski. Nigdy nie brakowało chętnych do ścigania się i zawsze była świetna zabawa. Z czasem pojawiły się prośby gmin, by takie zawody organizować i u nich. I tak z pojedynczych imprez zrobił się cykl pod nazwą Otwarte Mistrzostwa Wielkopolski Gościnnej w Wyścigach Drezyn Ręcznych. W tym roku przeprowadzimy edycję nr 13. Wierzymy, że między innymi takie działania przyniosą efekty i doczekamy się produktu turystycznego z wykorzystaniem nieczynnych torów.
    Natomiast na pewno taki ruch na torach sprawia, że mieszkańcy leżących przy nich miejscowości czują się za tory współodpowiedzialni. Gdy kilka lat temu szajka złomiarzy rozkręciła i ukradła fragment torów między Kopaszewem i Rąbiniem i usiłowała wywieźć towar autem polnymi drogami, to mieszkańcy zaalarmowali  policję i szyny udało się odzyskać.
    – Jestem pewien, że gdyby na tamtej linii nie funkcjonowała Krzywińska Kolej Drezynowa, gdyby pozwolono torom zarosnąć, nikt nawet by nie zauważył tej kradzieży – mówi Lisiecki. – Warto więc, choć raz na jakiś czas, przywracać te tory do życia. W ten sposób przetrwają.
ARKADIUSZ JAKUBOWSKI

Reporter nr 3 94 page 001Reporter nr 3 94 page 003Reporter nr 3 94 page 004
    
   



Dodaj komentarz

Nie dodano jeszcze żadnego komentarza do tej publikacji.