Dodano: 2017-03-02 06:19   |   Dodał: a.jakubowski (Arkadiusz Jakubowski)   |   Kategoria: Aktualności

Skok, lot, obrót...

Reportaż

Lot, skok, obrót i kosz


Dunkerów jest tylko kilku w Polsce. Są szybcy, zwinni i potrafią wykonywać ewolucje, które zapierają dech. Dawid Mazur jest jednym z nich


Mieszka w Nowej Wsi w gminie Rydzyna, pracuje w Lesznie. No i  trenuje wsady do kosza – widowiskowe, z ewolucjami, przeskokami nad ludźmi i obrotami. Mając 13 lat zaczynał od koszykówki w Polonii Leszno. Poświęcił jej 10 lat życia. W pewnym momencie uznał, że trudno mu godzić pięć treningów koszykówki w tygodniu, grać w meczach i jeszcze ćwiczyć wsady.  
    –  Będąc nastolatkiem obejrzałem w internecie występy Vince Cartera, mojego koszykarskiego idola, w którego koszulce skaczę do dziś. Dzieciaki grające w piłkę nożną chcą być jak Lewandowski albo Messi, a ja  marzyłem żeby być tak dobry jak on. I jeszcze jedno. We wsadach zasada jest prosta: coś nie wyjdzie, pretensje mogę mieć wyłącznie do siebie. W zespole wiadomo, przyczyn porażki doszukuje się u wszystkich. Dlatego cztery lata temu skupiłem się tylko na wsadach. Wygrała pasja. Kiedy poświęciłem się tylko jej, efekty były szybkie.  
    Wsady to na przykład przełożenie piłki między nogami przed wrzutem, wykonanie go będąc  plecami do kosza, z obrotem w powietrzu, a nawet dwoma. No i to co lubi publiczność, skoki nad ludźmi. Dla utrudnienia można kogoś ustawić na krześle, by „przeszkoda” była jeszcze wyższa. Najlepsi na świecie wykonują wsady ponad samochodami czy osobami ustawionymi jedna na drugiej.

Przełamać strach
Dawid wiele potrafi, ale podkreśla, że doszedł do tego ciężkimi treningami. Przyznaje, że nie miał talentu. Ma jednak samodyscyplinę i jak mówi, zawsze celował wysoko. Nie lubi wymówek, usprawiedliwiania się. Gdy zaczynał, ćwiczył kiedy i gdzie się dało. Jednocześnie poznawał możliwości własnego ciała. Ma świadomość, że wyczynowy sport odbija się na zdrowiu, ale opiera się na wiedzy. Dzięki temu z roku na rok ma mniej kontuzji. Po prostu wie kiedy może docisnąć, a kiedy musi odpuścić.
    – Nie jeżdżę na konkursy wsadów tylko po to, by na nich być, ale żeby się zmierzyć z najlepszymi. A że prezentują wysoki poziom, musiałem przełamać własne bariery. Na przykład strach, gdy pierwszy raz skakałem nad kimś.
    W przypadku Dawida to nie było proste. Sportowiec ma 1,78 centymetrów wzrostu. W Polsce nie ma niższych skaczących na tak wysokim poziomie co Dawid. Są już tylko wyżsi.
    – Gdy zaczynałem do takich ewolucji wybierałem osoby niższe ode mnie. Z czasem podnosiłem poprzeczkę. Najwyższą osobę, którą przeskoczyłem w czasie wsadu do kosza był Adrian Bogucki,  koszykarz z Leszna. Oficjalne źródła podają, że ma 2,12 centymetrów wzrostu.

Jak to się robi?
Dawid ze szczerym uśmiechem mówi – zwyczajnie, z rozbiegu. Nieco poważniej – to kwestia mozolnego treningu.  
    – Jestem na takim etapie wytrenowania, że walczę o każdy centymetr balansując na granicy wytrzymałości zdrowia. Wiadomo, że im z wyższej wysokości spadam, tym stawy są bardziej narażone. Czasami chciałbym jeszcze więcej z siebie wycisnąć, ale to jest etap kiedy bardziej się skupiam na technice i wyskoku samym w sobie.
    Kiedy Dawid skacze musi unieść ciało jak najwyżej i jednocześnie jak najszybciej przełożyć piłkę w zależności od ewolucji. To wymaga koordynacji, precyzji i skupienia. Dawid musi pilnować, żeby nie zahaczyć o osobę nad którą jest, a jednocześnie kontrolować piłkę, by nie wypadła mu z ręki.
    – Jak coś nie zagra, jest pudło.
    Ci najlepsi już na starcie mają łatwej. Przynajmniej w teorii.
    – Niekiedy mój wzrost jest przeszkodą. Jeśli skaczę nad kimś i perfekcyjnie nie ustawię osoby, będę miał gorszy rozbieg, coś nie zagra z piłką, to zwyczajnie zabraknie mi kilku centymetrów i piłka nie wyląduje w koszu. Wyższy ma dłuższą rękę i nawet jak coś sknoci, to na pewno zaliczy wsad. Nigdy jednak nie zakładałem, że skoro jestem niższy powinien mieć taryfę ulgową. Wręcz przeciwnie, traktuję to jako motywację. Nie chcę się tłumaczyć przed samym sobą, że ktoś inny wygrał bo miał więcej centymetrów niż ja.

Czeskie doświadczenia
Sportowiec lubi publiczność. Chętnie spotyka się z dzieciakami.
    – Sprawia to większą przyjemność niż konkursy, bo dzieciaki tworzą magiczną atmosferę. Nie wiedzą czego się mają spodziewać. Zaczynam pokaz, a one robią wielkie oczy.
    Ci, którzy zostają „zachęceni” do współtworzenia spektaklu muszą jednak być pewni, że tego chcą. Ich nieprzewidziane ruchy mogą być niebezpieczne.  
    – W takich momentach jestem skupiony wyłączne na skoku. Wyobrażam sobie, że tej osoby tam nie ma. Widzę tylko kosz, wmawiam sobie, że jest nisko. Wizualizuję jak umieszczam w nim piłkę. I nie mogę się zawahać. Musi być koncentracja i siła.
    W pewnym momencie Dawid postawił na konkursy, które towarzyszą turniejom koszykarskim. Latem co tydzień jakiś jest organizowany. Nazwisko Dawida pojawiło się na różnych zawodach w Polsce. Zajmował miejsca drugie i trzecie. W Lesznie jest niemal niepokonany. Przegrał tylko raz, na turnieju Street Games w II Liceum Ogólnokształcącym. W 2016 roku zadebiutował w rywalizacji międzynarodowej. Dostał zaproszenie do Pragi. Był na tyle dobry, że chcą go tam także w tym roku.  
    – Chłopacy grający w piłkę nożną marzą by stanąć na płycie boiska w Barcelonie albo Madrycie, a ja marzyłem o starcie na zawodach w Czechach. I byłem tam. W eliminacjach startowało nas trzech. Nie wszedłem do finału na własne życzenie. Popełniłem błędy w samym przygotowaniu i na konkursie. Wyciągnąłem wnioski, w tym roku musi być lepiej.
    W przypadku Dawida poprzeczka idzie wyżej. W sercu Paryża, pod Wieżą Eiffla odbędą się pierwsze oficjalne mistrzostwa świata we wsadach. Wystartuje ten, kogo wybierze organizator. Dawid liczy, że zostanie zauważony.

Konkurencja patrzy na ręce
Na konkursach rywale się obserwują. Śledzą co zwraca uwagę jurorów.
    – Każdy ma trzy próby, ale nie ma miejsca na pomyłkę. Wsad powinien wyjść za pierwszym razem. I jeszcze jedno, konkurent skoczy nad dwiema osobami, by go przygasić skoczysz nad trzema. Tyle że oceniać może cię ktoś kto się nie zna na wsadach. Niekiedy jest tak, że robisz trudną ewolucję i dostajesz mało punktów, a czasami wystarczy zwyczajny wsad i noty lecą w górę. Na pewno show to wsad tyłem z obrotem o 360 stopni. Mój serdeczny kolega Rafał Lipińki z Poznania, najlepszy dunker w Polsce, jako jeden z nielicznych na świecie potrafi wykonać wsad z dwoma obrotami w powietrzu. Wrażenie robi przeskok nad kilkoma osobami. Mój rekord jest nad czterema.
    W konkursach każdy chce wygrać, ale Dawid uważa, że nawet jeśli jest konkurencja, to nikt na nikogo się nie obraża. Komuś wyjdzie, to mu gratulujesz i  przybijasz piątkę.
    – To jest  magia tego sportu. Jasne, że pokonany czuję zawód. Przecież na konkurs jadę z nastawieniem wygrania, ale to jest sport. Nie zawsze jesteś na szczycie.
    Dawid Mazur założył, że wsady będzie trenował do 40-tki. Teraz ma 26 lat.
    – Tak długo jak sprawia mi to frajdę jest oke'y.
    Przed nim Praga i może Paryż. I jeszcze wiele marzeń.
    – Cały poprzedni rok chciałem zrobić wsad pod nogą skacząc nad osobą, która trzyma piłkę. Na treningach mi wychodziło, na konkursach nie. Będę jeszcze ciężej trenował. No a potem wsad po przerzuceniu piłki pod dwiema nogami. Wierzę w pozytywną energię, uda mi się.
JUSTYNA RUTECKA-SIADEK

REPORTER nr 0293 page 011REPORTER nr 0293 page 012



Dodaj komentarz

Nie dodano jeszcze żadnego komentarza do tej publikacji.