Dodano: 2017-02-07 07:56   |   Dodał: a.jakubowski (Arkadiusz Jakubowski)   |   Kategoria: Aktualności

Klienci znają...

Na Starówce styczeń 2017

Klienci znają do nas drogę


Podział ról był prosty: kobiety inspirowały i wyznaczały kierunki, natomiast mężczyźni musieli stanąć na wysokości zadania i zrobić wszystko, aby pomysł o rodzinnym biznesie zrealizować. I tak powstała firma Classic, a jej najlepszą wizytówką jest sklep pasmanteryjny przy ul. Słowiańskiej  

Czego tu nie ma? Guziki, koraliki, tasiemki, wstążki, koronki, nici, igły, szpilki, zamki... Ale też markowa bielizna dzienna i nocna, no i wszelkiego rodzaju, gatunku i koloru włóczki. Bo śmiało można powiedzieć, że od włóczki się zaczęło, choć nie bez znaczenia były też zawodowe kwalifikacje.

 

Po nitce do kłębka

Był rok 1989. Zmiany w całym kraju oznaczały także zmiany w Lesznie. Najszybciej dało się je zauważyć w handlu. Nagle, dosłownie na ulicy, pojawiły się towary jakich od lat ludzie nie widzieli na sklepowych półkach. Wkrótce też same sklepy zaczęły się zmieniać.
    – Nie pamiętam dokładnie w jakich okolicznościach i od kogo pierwszy raz usłyszałem, że będą przetargi na najem sklepów w centrum Leszna i że można do nich stanąć – opowiada Piotr Olejniczak. – Zaczęliśmy w rodzinie zastanawiać się nad tym i wtedy siostra powiedziała, że marzy się jej taka pasmanteria z prawdziwego zdarzenia z mnóstwem różnych gatunków włóczki.
    Skąd to marzenie o sklepie z włóczką?
    – To za sprawą naszej mamy, która zawsze coś robiła z włóczki. W czasach, gdy w sklepach niewiele można było kupić, takie umiejętności były bardzo cenne. A poza tym, roboty ręczne to była i nadal jest wielka pasja naszej mamy – dodaje Piotr Olejniczak.
    Wracając do sprawy sklepów. Można powiedzieć, że z dnia na dzień państwowy do tej pory handel przechodził w prywatne ręce w dość żywiołowy sposób. Do przetargów na wynajem lokali mógł stanąć każdy, a obejmujący w ten sposób sklepy często stawiali pierwsze kroki w tej dziedzinie gospodarki.
    – Wcześniej miałem zakład budowlany, ale z uwagi na słabnącą koniunkturę w budownictwie w tym czasie, zamknąłem go. Handel to było dla mnie zupełnie coś nowego, ale stwierdziłem, że trzeba spróbować – mówi Piotr Olejniczak.

 

Kierunek: Łódź

I w ten sposób powstała firma Classic. Nazwę wymyśliła chrześnica, Ania Wojciechowska. Z resztą od początku, od samego pomysłu, poprzez jego realizację, to był rodzinny biznes, w którym każdy miał swoje miejsce i swoje zadania.
    – Moja siostra, Jolanta Wojciechowska skończyła technikum odzieżowe, co w istotny sposób pomagało w uruchomieniu i prowadzeniu sklepu pasmanteryjnego. Ja razem z mężem siostry byliśmy na początku zaangażowani przede wszystkim w organizowanie zaopatrzenia, choć często stawaliśmy także za ladą. Pomagała nam także moja żona, ale wtedy, na początku naszej działalności, uczyła jeszcze w szkole odzieżowej w Lesznie – opowiada Piotr Olejniczak. – Śmiało można natomiast powiedzieć, że bardzo ważnym członkiem tej naszej rodzinnej drużyny była w tym czasie nasza mama, która od samego początku objęła w posiadanie stoisko z włóczką.
    Zanim jednak ruszył rodzinny biznes, było trochę nerwowych chwil. Pierwszą z nich był sam przetarg na sklep przy ul. Słowiańskiej 10. Nie dość, że pierwszorzędna lokalizacja, to jeszcze tradycja związana z tym miejscem, gdzie właściwie od zawsze była pasmanteria. Można się było zatem spodziewać, że wygranie przetargu nie będzie łatwą sprawą. Mimo wszystko udało się. Euforia nie trwała jednak długo, gdyż zaraz trzeba było ostro brać się do działania. Przede wszystkim urządzić sklep i zapełnić go towarem.
    – Bez kredytu nie było o czym marzyć – zaznacza Piotr Olejniczak. – Co ciekawe, udało mi się go dostać nie w Lesznie, a w Kościanie w jednym z banków, który tam wtedy działał. Urządzenie sklepu to nie była aż tak skomplikowana sprawa, co innego zdobycie towaru. Wiadomo było, że jak coś z odzieżą, włóczką, dodatkami krawieckimi to trzeba do Łodzi. No dobrze, ale gdzie dokładnie w tej Łodzi. To nie były jeszcze czasy Internetu, ani telefonów komórkowych. Ale krok po kroku zdobywaliśmy wiedzę i doświadczenie.

 

Klub frywolitki

Te pierwsze lata przyniosły wiele satysfakcji, choć jednocześnie był to czas bardzo wytężonej pracy. Zdarzało się, że w jeden miesiąc pokonywali ponad 10 tysięcy kilometrów, aby wyszukać dobry towar i przywieźć go do Leszna. W samym sklepie także trudno było o spokojną chwilę. Klienci szybko nauczyli się, że do pasmanterii na Słowiańską warto przyjść nie tylko po guziki, czy zamek, ale że można kupić tu piękną bieliznę, w tym coś, o czym do niedawna kobiety mogły tylko pomarzyć, czyli bieliznę marki Triumph. Ale prawdziwym hitem nadal była włóczka.
    – Zainteresowanie było tak duże, że w ciągu tygodnia potrafiliśmy sprzedać naprawdę duże ilości włóczki – zaznacza Piotr Olejniczak.
    Nie bez znaczenia był fakt, że stoisko prowadziła seniorka rodziny, pani Leokadia Olejniczak. Zebrane przez lata doświadczenie i znajomość samej materii ręcznych robót przyciągała rzesze klientek, które nie tylko mogły kupić to, czego chciały, ale także liczyć na fachową pomoc, a nawet naukę.
    – Mama często pokazywała jak się robi jakiś wzór, jak poradzić sobie z jakimś problemem, jak dobrać włóczkę. Nikt nie odszedł bez pomocy i rady – mówi Piotr Olejniczak.
    Z czasem moda na robótki ręczne zaczęła się zmieniać. Włóczkę i druty zastąpił kordonek i szydełko, a jeszcze później nici i kanwa z nadrukiem.
    – Wbrew pozorom moda na robótki ręczne nie mija, zmieniają się natomiast zainteresowania i trendy w tej dziedzinie – podkreśla Janina Olejniczak. – Staramy się na bieżąco obserwować rynek i zazwyczaj jest tak, że najpierw sami coś testujemy, uczymy się nowych technik, aby służyć fachową radą i pomocą klientom.
    Warto przy tej okazji przypomnieć, że to właśnie Olejniczakowie wraz z przyjaciółmi rozpropagowali w Lesznie frywolitki, a nawet założyli klub zajmujący się tym rękodziełem.

 

Nadal nad kreską

Po pasmanterii przy ul. Słowiańskiej przyszedł czas na podobne sklepy w Krobi i we Wschowie oraz na hurtownię w Lesznie. Był także epizod ze sklepem z firankami, jednak z czasem część działalności została ograniczona. Zaczął zmieniać się rynek, powstawały pierwsze sklepy wielkopowierzchniowe, w handlu z dnia na dzień zwiększała się konkurencja.
    – Z niektórych towarów wycofaliśmy się, ale nadal jesteśmy pasmanterią z pełnym asortymentem tej branży – zaznacza Janina Olejniczak. – U nas nie tylko można znaleźć potrzebny zamek, czy nici, ale nadal mamy stoisko z włóczką, wielorakim asortymentem akcesoriów niezbędnych do robót ręcznych. Co ciekawe, w ostatnim czasie znowu coraz częściej odwiedzają nas nauczyciele i rodzice uczniów, gdyż szukają różnego rodzaju dodatków do okolicznościowych prac.
    Nie zmienia to jednak faktu, że ostatnie lata są coraz trudniejsze.
    – Czym mniej klientów, tym mniejszy obrót, a tym samym przy stałych kosztach utrzymania sklepu mniejszy zysk – mówi Piotr Olejniczak. – Mimo wszystko nadal udaje się nam utrzymać działalność, głównie dzięki temu, że prowadzimy ją od prawie 30 lat. Naszym kapitałem jest doświadczenie i to, że klienci znają do nas drogę. Trudno mi ocenić, jak potoczą się kolejne lata i czy jest szansa na zmianę koniunktury na Starówce, ale my jesteśmy z tym miejscem bardzo związani.
KAROLINA STERNAL

REPORTER nr 0192 page 008REPORTER nr 0192 page 009



Dodaj komentarz

Nie dodano jeszcze żadnego komentarza do tej publikacji.