Dodano: 2017-01-04 06:59   |   Dodał: a.jakubowski (Arkadiusz Jakubowski)   |   Kategoria: Aktualności

Emancypacja...

Polityka lokalna

Emacypacja radnego

Grzegorz Rusiecki spełnił pierwszy warunek konieczny do tego, by skutecznie włączyć się do walki o prezydenturę Leszna – wystąpił z klubu Radnych Lewicy. Emancypacja tyleż konieczna (moim zdaniem ), co mało (na razie) przekonująca.


    Dlaczego konieczna? O tym, że polska lewica w takiej postaci, w jakiej ją znaliśmy do tej pory, jest formacją zanikającą,  pisałem już dawno – krótko po wyborach samorządowych. SLD to, moim zdaniem, zgrana karta, którą wkrótce zastąpi jakaś inna młodsza (programowo i pokoleniowo) formacja lewicowa (potrzebna w Polsce, jak na każdej politycznej scenie na świecie).  Przynależność do SLD (choć nie organizacyjna, bo nigdy członkiem SLD nie był, ale faktyczna już tak) dla młodego i ambitnego polityka jakim jest Rusiecki była balastem, który, moim zdaniem, nie pozwoliłby mu w przyszłości sięgnąć po wymarzoną (chyba) prezydenturę Leszna. Grzegorz Rusiecki po prostu nie miał wyjścia: po pierwsze wizerunkowo musiał w końcu zerwać ze znacznie starszymi od siebie kolegami z Klubu Lewicy, który bardziej przypomina (przepraszam za porównanie – nikomu wieku nie wypominam) Radę Starszych, niż grupę pełnych energii i tryskających pomysłami na przyszłość lokalnych polityków. Po drugie w najbliższych wyborach samorządowych kandydatem SLD na prezydenta Leszna będzie, z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością Wiesław Szczepański. Stąd emancypacja Grzegorza Rusieckiego była mu potrzebna do dalszej politycznej kariery jak tlen do życia.
    Dlaczego jednak ta emancypacja jest mało przekonująca? Rusiecki odchodzi z Klubu Lewicy jak dżentelmen: oznajmia o tym podczas wspólnej konferencji prasowej, panowie do siebie się uśmiechają, prawią sobie komplementy. Jest słodko jak w cukierni. Rusiecki Lewicy sporo zawdzięcza: w przeszłości dalszej wiceprezydenturę Leszna, w przeszłości bliższej  posadę w leszczyńskim biurze europosłanki SLD Krystyny Łybackiej, która w powyborczej atmosferze klęski dawała zapewne poczucie stabilizacji. Jednak aby naprawdę się wyemancypować, czyli „wybić na niepodległość” trzeba od przeszłości się odciąć. Nie mówię, że niegrzecznie, nieelegancko, niesympatycznie. Nie. Ale, że zdecydowanie – już tak. Czy nie lepiej było ogłosić to na samodzielnej konferencji prasowej? To tak jakby zamiast usłyszeć „Odchodzę”, słyszało się: „Odchodzę, ale zostaję”. Dlatego ja na razie uznaję niezależność Grzegorza Rusieckiego jedynie za deklaratywną (mimo rozpoczęcia od 1 stycznia nowej pracy – aplikacji w kancelarii adwokackiej). Na jej potwierdzenie poczekam do jego głosowań w Radze Miejskiej. Niech czas pokaże.
    W którą stronę podąży Grzegorz Rusiecki: to też czas pokaże. W wyborach parlamentarnych, w których ubiegał się o mandat senatora, flirtował z Nowoczesną. W Radzie Miejskiej Leszna Nowoczesnej na razie nie ma, ale może się pojawić. Czy jednak ponowny flirt z tym ugrupowaniem mógłby mu dać fotel prezydenta Leszna? Uważam, że nie i dlatego myślę, że podąży samodzielną drogą, tworząc swoje własne lokalne zaplecze polityczne. Inna sprawa, czy zdąży je zbudować przed kolejnymi wyborami samorządowymi w 2018 roku. Czasu nie ma zbyt wiele. Chyba że operacja pod nazwą ”Emancypacja” obliczona jest w dłuższym horyzoncie czasowym i celuje w kadencję, która rozpocznie się w 2022 roku. Czas pokaże.
Arkadiusz Jakubowski



Dodaj komentarz

Nie dodano jeszcze żadnego komentarza do tej publikacji.