Dodano: 2016-12-23 12:21   |   Dodał: a.jakubowski (Arkadiusz Jakubowski)   |   Kategoria: Aktualności

Od Stonesów do...

Reportaż

Od Stonesów do Pendereckiego

Nie gra na żadnym instrumencie, a każdy w Gostyniu kojarzy go z muzyką. Wszystko zaczęło się ponad pięćdziesiąt lat temu od… kręcenia gałką w radioodbiorniku

Magia radia
Końcówka lat pięćdziesiątych. W domach nie było telewizorów, a raczej teleodbiorników, jak wówczas mówiono. Po powrocie z pracy słuchano radia. Radio było pudełkiem, z którego czerpano informacje o świecie, ale przede wszystkim to z tego pudełka wydobywała się muzyka.
    – Wystarczyło pokręcić gałką i ja kilkuletni szkrab przenosiłem się w inny świat. Trafiałem na różne stacje, aż w pewnym momencie już w połowie lat sześćdziesiątych znalazłem w eterze Radio Luksemburg oraz w Polskim Radio audycję Lucjana Kydryńskiego pt. Rewia piosenek. To był okres rozkwitu polskiego big-beatu, a na Zachodzie pojawił się rock’n’roll – wyjaśnia Leszek Jankowski.
    Muzyka, którą usłyszał, wywarła takie wrażanie, że gdy tylko miał możliwość, uczestniczył w koncertach. Już w 1965 roku do Gostynia zawitali Niebiesko-Czarni oraz brytyjski zespół London Beats, który zagrał w muszli koncertowej w Parku Miejskim.
    – Muszla była wtedy ustawiona nie w kierunku Leszna, a w kierunku centrum Gostynia, więc dźwięki niosły się po całym mieście – wspomina Leszek Jankowski.
    Datą graniczną, od której zaczęła się świadoma fascynacja muzyką był rok 1969 i dwa koncerty w Poznaniu: The Animals oraz Niemen z zespołem Enigmatic.
    – Muszę też wymienić zespół Breakout. Czerwonych Gitar czy Niebiesko Czarnych z perspektywy lat można słuchać z sentymentu, ale utwory Niemena czy Tadeusza Nalepy nie trącą myszką. Pod koniec lat sześćdziesiątych ta muzyka była czymś niesamowitym. Od tamtego czasu jestem również zagorzałym fanem zespołu The Rolling Stones. Po prostu kocham tych brzydali – dodaje meloman.

Klub Dobrej Płyty
W czasach realnego socjalizmu ktoś, kto chciał słuchać muzyki rockowej, nie był rozpieszczany. Płyt w sklepach było jak na lekarstwo. Zdobywało się je na własną rękę, zazwyczaj przywożąc z tzw. Zachodu. Ten kto miał dostęp, dzielił się z innymi.
    – Na początku lat osiemdziesiątych przywiozłem z Kanady kilkadziesiąt płyt i znajomi przychodzili do domu słuchać nowości – opowiada Leszek Jankowski.
    W tym czasie poznał Piotra Banaszaka, który również posiadał sporą kolekcję albumów sprowadzonych z Niemiec. Tak zrodził się pomysł na Klub Dobrej Płyty, który od 1983 roku przez dziesięć lat prowadzili w co drugi piątek miesiąca. Oprócz zbioru analogów mieli jeszcze jeden argument w postaci dobrego, jak na tamte lata, sprzętu grającego z wrzesińskiego Tonsilu. W Klubie Dobrej Płyty edukację muzyczną przechodziła  młodzież z Gostynia i okolic. To tam mogli posłuchać w całości płyt, a nawet dyskografii takich tuzów rocka jak: Led Zeppelin, Jenis Joplin, Jimi Hendrix czy Bob Dylan.
    – W połowie lat osiemdziesiątych w Gostyniu mało co się działo. Wtedy nie było, jak teraz, mnóstwa imprez. Do Klubu Dobrej Płyty przychodziło się jak do oazy. To było, oprócz domu,  jedyne miejsce, w którym dobrze się czułem i mnie, ówczesnego nastolatka, traktowano po partnersku. Opowieści Leszka, o tym, jak uczestniczył w Toronto w koncercie Genesis czy Franka Zappy, brzmiały jak z kosmosu – wspomina Igor Janke, były dziennikarz, twórca portalu Salon24.pl oraz Instytutu Wolności.
    Podobnego zdania jest Grzegorz Skorupski. - Dzięki Leszkowi i Piotrkowi w jednym miejscu spotykali się hipisi, punki, metalowcy, rastamani i diabli wiedzą kto jeszcze i nie było żadnych konfliktów. Wszyscy słuchaliśmy muzyki. Ona nas łączyła. Mnie odpowiadała ta ostrzejsza, puszczana przez Piotra, z którym do dziś się przyjaźnię – mówi gostyński historyk i samorządowiec.

Koncertowe lata 90-te
W latach dziewięćdziesiątych Leszek Jankowski mógł swoje pomysły związane z propagowaniem kultury zacząć realizować. Upadł komunizm, trzeba było „sprawy wziąć w swoje ręce”. Był jednym z założycieli Stowarzyszenia „Kasyno Gostyńskie” oraz „Gazety Gostyńskiej”, w której prowadził dział muzyczny.
    – Poznaliśmy się z Leszkiem chyba wiosną 1990 roku, gdy zbliżały się wybory do odrodzonego samorządu. Pojawił się pomysł, by Gostyń miał własną gazetę. Byli ludzie, tematy, ale nie było miejsca. Leszek udostępnił na ten cel lokal ówczesnego Stowarzyszenia „PAX”. Później, przez ładnych kilka lat, niemal codziennie siedzieliśmy naprzeciw siebie w redakcji „Gazety Gostyńskiej”. Miałem wtedy okazję podziwiać jego miłość do muzyki i nieprzeciętny talent organizacyjny – opowiada Maciej Kretkowski, wieloletni naczelny „Gazety Gostyńskiej”, samorządowiec.
    Leszek Jankowski od 1994 roku przez cztery kadencje zasiadał w gostyńskiej radzie miasta. Nie mogło być inaczej. Zajmował się tam sprawami związanymi z kulturą. Był inicjatorem postawienia nowej muszli koncertowej w Parku Miejskim, a także modernizacji kina „Pod Kopułą”.
    – Bardzo się cieszę, że pomysł wypalił i Gostyń ma bardzo dobrze wyposażone kino studyjne. By obejrzeć najnowsze pozycje, nie trzeba jechać do Poznania. W tym roku odbyły się obchody osiemdziesięciolecia kina i nasze miasto odwiedzili w związku z tym krytyk filmowy Tomasz Raczek czy aktor Zbigniew Buczkowski – mówi Leszek Jankowski.
    Lata dziewięćdziesiąte to również czas, gdy organizuje w Gostyniu koncerty takich zespołów jak  Kult, Maanam, Róże Europy czy Myslovitz. Nie byłby sobą, gdyby nie jeździł na występy ulubionych wykonawców. Gdy tylko The Rolling Stones organizowali trasę po Europie, nie mogło go tam zabraknąć. Widział i słuchał Stonesów w Pradze (1990 i 1994), Chorzowie (1998) oraz Warszawie (2007). Nie przegapił koncertów U2, R.E.M., Pink Floyd czy Nick’a Cave’a.
    – Byłem na wielu koncertach, ale na pewno jednym z takich, który zrobił na mnie wyjątkowe wrażanie i o którym nigdy nie zapomnę, jest koncert zespołu Clannad. W 1988 roku miałem możliwość podziwiania ich gry w jednym z klubów w Toronto – dodaje Leszek Jankowski.

Super klej
Nowe stulecie przyniosło nowe pole działania, również związane z muzyką. W 2005 roku Leszek Jankowski współtworzy Stowarzyszenie Miłośników Muzyki Świętogórskiej im. Józefa Zeidlera. Ksiądz Jakub Przybylski razem z muzykiem Wojciechem Czemplikiem odkrywają na nowo kompozytora Józefa Zeifelda, którego muzykolog prof. Marek Dyżewski określił mianem „polskiego Mozarta”. Manuskrypty z nutami Zeidlera mają taką wartość, że pojawił się pomysł na zorganizowanie koncertu w Klasztorze Filipinów.
    – Pomysł przerodził się w Festiwal Muzyki Oratoryjnej Musica Sacromanta, który w tym roku miał już swoją 11-tą edycję – wyjaśnia Leszek Jankowski, który zostaje dyrektorem organizacyjnym festiwalu.
    Na początku o wykonawców trzeba było zabiegać, obecnie zgłaszają się sami. Na festiwalu występowali najwięksi, łącznie z maestro Pendereckim i Maksymiukiem. Co roku wydawane są płyty, które zostały laureatami Fryderyków, a także najważniejszej nagrody europejskiej Złotego Orfeusza. Przy festiwalu przydają się zdolności organizacyjne Leszka Jankowskiego. To dzięki niemu poszczególne elementy tak dużego wydarzenia składają się w jedną całość.
    – Leszek jest jak super klej, który wszystko skleja w jedną całość. Jest perfekcyjnie zorganizowany i poukładany. Koordynuje całe to niełatwe przedsięwzięcie. Jestem pod wrażeniem jego rzetelności, spokoju, doświadczenia i skuteczności. Z drugiej strony, to człowiek przy którym nie można się nudzić. Życzyłbym każdemu stowarzyszeniu, by miało takiego Leszka, jakiego my mamy – chwali kolegę Wojciech Czemplik, muzyk i dyrektor artystyczny festiwalu MUSICA SACROMONTANA.

Miasto z charakterem
Znajomi i współpracownicy Leszka Jankowskiego podkreślają, że bez niego życie kulturalne Gostynia i okolic byłoby uboższe. Gdy pracuje przy jakimś przedsięwzięciu, rozkłada je na czynniki pierwsze, by później realizować według precyzyjnego planu. Na co dzień tryska humorem i pomysłami. Cały czas słucha muzyki i gdy tylko ma możliwość oraz czas, jeździ na koncerty. Na pewno w przyszłym roku wybiera się na swój piąty już koncert The Rolling Stones. Czyta fachowe pisma: Jazz Forum i Tylko Rock. Jak wyjaśnia, w muzyce sporo się dzieje, trzeba tylko zadać sobie trochę trudu i poszukać odpowiednich wykonawców. Klub Dobrej Płyty, organizacja koncertów rockowych, działalność samorządowa i festiwal świętogórski – wszystkie te rodzaje aktywności Leszka Jankowskiego sprawiają, że Gostyń stał się miastem z charakterem, gdzie po pracy nie tylko można siedzieć przed telewizorem, ale także w inny sposób ciekawie spędzić czas.
    – Za każdym razem, gdy odwiedzam Gostyń i słyszę, że coś fajnego się dzieje, mam wrażenie, że przykłada do tego rękę Leszek – mówi Igor Janke.
ŁUKASZ KONIECZNY

REPORTER nr 2091 page 008REPORTER nr 2091 page 009



Dodaj komentarz

Nie dodano jeszcze żadnego komentarza do tej publikacji.