Dodano: 2016-12-23 11:56   |   Dodał: a.jakubowski (Arkadiusz Jakubowski)   |   Kategoria: Aktualności

Śmieci podwyżka

Horrendalna podwyżka za śmieci


W całym regionie opłaty za wywóz śmieci od stycznia 2017 roku szybują w górę aż o 27 i 45 procent. Wśród współwinnych podwyżek wymieniani są: zasiłek 500plus (poważnie!) oraz Ukraińcy (serio!). Nam się natomiast wydaje, że swój udział mają też urzędnicy z Komunalnego Związku Gmin Regionu Leszczyńskiego ((KZGRL)


    KZGRL to urzędniczy twór powołany do życia na naszym terenie w grudniu 2012 roku wraz z nową ustawą o odpadach. Związek tworzy 18 gmin regionu leszczyńskiego, w których żyje ponad 249 tysięcy mieszkańców. Żyje i... produkuje odpady, a zadaniem KZGRL jest między innymi organizacja odbioru i zagospodarowania tych odpadów. Oczywiście rzecz jest bardzo skomplikowana logistycznie i nie czas i miejsce, by ją teraz dokładnie analizować. Najważniejsze, że to właśnie komunalny Związek Gmin Regionu Leszczyńskiego pobiera od nas opłaty za wywóz i zagospodarowanie śmieci, a z zebranych pieniędzy wynajmuje wyspecjalizowane w tym firmy. Przyznać należy, że związek wywiązuje się bardzo dobrze  z większości zadań. Zorganizowano sprawnie działający system, który w znacznej mierze zredukował problem dzikich wysypisk śmieci i zjawisko niekontrolowanego pozbywania się odpadów. Oczywiście za wszystko płacimy my, mieszkańcy:  od trzech lat 9 zł za osobę miesięcznie gdy zadeklarowaliśmy, że u siebie w domach będziemy segregować śmieci (do oddzielnych worków papier, plastik, szkło i metal, a do kubłów resztę), 15 zł płacą ci, którzy segregować nie chcą. Od stycznia stawki idą horrendalnie do góry: pierwsza skacze do 11,50 zł (o 27 procent), druga do 22 zł (o 45 procent). Czy taka skala podwyżki była usprawiedliwiona? Urzędnicy z KZGRL twierdza, że tak. Ja uważam, że gdyby związek jednak bardziej się postarał, skala podwyżki mogłaby być mniejsza. Dlaczego?
    Odbiór i zagospodarowanie śmieci kosztuje. W 2015 roku KZGRL za każdą tonę odpadów w kubłach (to tak zwane odpady zmieszane) płacił firmom (np. leszczyńskiemu MZO) 421 zł! W tej kwocie mieści się koszt transportu (139 zł/tona) i koszt zagospodarowania (282 zł/tona). Związek płacił też za wywóz śmieci przez nas posegregowanych do worków. Tutaj koszt jest znacznie  niższy i wynosi... 1 zł.  Dlaczego tak mało? Bo na segregowanych odpadach (plastik, papier, szkło, metal) odbiorca czyli np. MZO zarabia. Tonę białych plastikowych butelek można sprzedać nawet za około 1000 zł.
    Wynika z tego, że głównym kosztem dla KZGRL (czyli dla nas, płatników) jest wywóz i zagospodarowanie odpadów zmieszanych (tych z kubłów). MZO od przyszłego roku chciało podwyższyć cenę za ich zagospodarowanie z 282 zł do 340 zł/tonę, ale nie zgodzili się na to udziałowcy tej spółki (czyli samorządy). Podnosi za to w Lesznie cenę transportu ze 139 zł do 179 zł/tonę i to niewątpliwe ma wpływ na podwyżkę naszych opłat. Jednak zważywszy, że to tylko jeden z elementów kosztów nie tłumaczy wzrostu opłat aż o 27 procent. A co ją tłumaczy?
    Przewodniczący KZGRL Eugeniusz Karpiński twierdzi, że największy wpływ na podwyżkę ma duży wzrost ilości przyjmowanych odpadów. W porównaniu z rokiem 2015 w bieżącym roku ilość odpadów wzrośnie o 6 procent. Jasne, że im więcej jest zbieranych odpadów tym więcej KZGRL musi płacić (bo płaci za każdą tonę) firmom za transport i zagospodarowanie. Z drugiej strony stawka płacona przez mieszkańców jest stała, co w konsekwencji prowadzi do konieczności jej podwyższenia.
    Mieszkańcy regionu leszczyńskiego produkują bardzo dużo śmieci – rocznie każdy z nas wytwarza ich aż 342 kilogramy, podczas gdy średnia w Wielkopolsce wynosi 301 kg, a w Polsce jeszcze mniej. Karpiński mówi, że ze współpracownikami próbowali dociec co jest przyczyną dużego wzrostu ilości odpadów. A taki trend obserwują od lutego 2016 roku. Jedna z hipotez winą obarczała zasiłek 500plus, który doprowadził do zwiększenia konsumpcji, czyli większych zakupów i przez to zwiększenia ilości odpadów. Druga teoria winę przypisywała kilku tysiącom Ukraińców, którzy mieszkają i pracują w naszym regionie, produkują odpady, ale za ich odbiór nie płacą. Obie teorie chyba zbyt upraszczają postać rzeczy. Prawdopodobnie, jakkolwiek zabawnie to zabrzmi, przyczyna tkwi z rosnącej zamożności mieszkańców, którzy więcej konsumują, więcej kupują i więcej wyrzucają.
    W KZGRL tłumacza, że po zsumowaniu kosztów (obok odbioru i zagospodarowania odpadów z nieruchomości, także innych kosztów takich jak: utrzymanie tzw. PSZOK-ów, czyli 18 punktów selektywnej zbiorki odpadów komunalnych, kosztów administracyjnych, kosztów edukacji ekologicznej, do prowadzenia której KZGRL jest też zobowiązany) oraz prognoz dotyczących przyrostu masy śmieci wyszło, że podwyżka musi wynieść 27 procent. Z kolei 45-procentowa podwyżka opłaty za odbiór odpadów nieposegregowanych ma przede wszystkim sprawić, by ludzie jednak zaczęli je segregować w domach. Tutaj akurat jestem za, bo, moim zdaniem, tylko segregacja może doprowadzić do obniżenia kosztów całego systemu. I dlatego bardzo żałuję, że KZGRL, moim zdaniem, nie robi w tym względzie tyle ile powiniem.  I w tym sensie uważam, że urzędnicy także w pewnym stopniu przyczynili się do tak poważnej skali podwyżki. Dlaczego tak sądzę?
    W ubiegłym roku zebrano w regionie ponad 75 tysięcy ton odpadów. Z tego prawie 65 tysięcy ton to były odpady zmieszane, te z kubłów, dla nas najdroższe. Jedynie 5700 ton to były odpady posegregowane już w domach, czyli te z worków, w odbiorze złotówka za tonę. Kolejne 4055 ton zebrano w PSZOK-ach (tu głównie ludzie przywożą odpady uciążliwe: gruz, papę, skoszoną trawę, opony, meble, sprzęt rtv i agd itp.), ale tylko 108 ton z tego stanowiły plastik, papier, szkło i metal, czyli te najcenniejsze frakcje, na których można zarobić. Bo we współczesnym świecie na śmieciach można zrobić interes, ale nie na każdych. Tylko dalsza sprzedaż plastiku, szkła, metalu, papieru jest dochodowa. Łącznie w powyższej wyliczance tych „cennych” odpadów mamy więc 5808 ton (5700 plus 108).  Niewiele jak  na ogólną ilość ponad 75000 ton. A teraz najlepsze. Wróćmy do wspomnianych już 65 tysięcy ton odpadów zmieszanych, które trafiają do składowiska w  Trzebani. Zanim zostaną złożone w kwaterach, są one tam jeszcze sortowane. Sortowane po to, by z tych zmieszanych śmieci odzyskać jeszcze plastikowe butelki, szkło, papier,  metal. To bardzo interesująca sytuacja z punktu widzenia MZO. Po pierwsze firma otrzymuje 491 zł za każda tonę odebranych odpadów zmieszanych. Po drugie sortuje je i jeszcze wyciąga z nich dodatkowe pieniądze. I trudno ją ganić za to, że zarabia. Ale jeśli ktoś zarabia, to ktoś inny dopłaca. Kto? No KZGRL, czyli my. Bo zastanówmy się co by było, gdyby te wysegregowane z odpadów zmieszanych w Trzebani butelki, szkło i inne, zostały już wysegregowane u źródła, czyli w domach? Przede wszystkim KZGRL (czyli my) płaciłby za ich transport nie 491 zł, a tylko złotówkę. Bo w interesie KZGRL (czyli naszym) jest doprowadzenie do sytuacji, by w ogólnej ilości odbieranych śmieci odpady zmieszane (czyli te drogie w odbiorze) stanowiły jak najmniejszą część, bo wtedy będzie dla nas taniej. Związek powinien robić wszystko, by skutecznie uczyć ludzi jak i dlaczego warto segregować odpady już u siebie w domu. Czy uczy? Mam  wątpliwości.
    A przecież jednym ze statutowych zadań KZGRL  jest prowadzenie działań informacyjnych i edukacyjnych w tym zakresie. W rocznym budżecie wynoszącym ponad 33 miliony złotych, aż 5,5 procent to pozycja pod nazwą „koszty administracyjne i edukacja ekologiczna”. To niebagatelna kwota około 1,8 mln zł w skali roku. Gdy w KZGRL spytać o edukację natychmiast pokażą tabelki, w których wyliczają, ile szkół, klas i uczniów objęli edukacją (- Bo dziecko najłatwiej nauczyć – mówią). Ale to przecież nie dzieci na co dzień segregują w  domach odpady. Mieszkam w Lesznie i może ze dwa razy dotarła do mnie ulotka ze stosowną instrukcją. Nie przypominam sobie za to żadnej kampanii społecznej promującej i zachęcającej do segregowania, bo tylko ono może obniżyć koszty systemu i skalę podwyżek. Przy takich różnicach kosztów odbioru odpadów zmieszanych i posegregowanych nie może być inaczej.
    Czy gra jest naprawdę warta świeczki? Jednym ze wskaźników obrazujących skuteczność działań takich instytucji jak KZGRL jest tak zwany poziom recyklingu papieru, metali, tworzyw sztucznych i szkła. KZGRL chwali się bardzo wysokim wskaźnikiem na poziomie 36,5 procent. Wzór na poziom recyklingu uwzględnia między innymi liczbę mieszkańców, masę wytworzonych odpadów na mieszkańca, wskaźnik dla danego terenu i masę wyselekcjonowanych odpadów. Jeśli by ten wskaźnik obliczać tylko dla ilości odpadów wyselekcjonowanych w domach i PSZOK-ach (w sumie to 5808 ton) wyniósłby on ok. 28 procent. Faktycznie wynosi on aż 36,5 procent, bo uwzględniono też odpady wyselekcjonowane w Trzebani przez MZO z masy odpadów zmieszanych (kosztujących nas 491 zł/tona). Nie wiem, ile MZO uzyskuje tam ton plastiku, papieru, szkła i metali, ale sądząc po różnicy w wyliczeniach wskaźnika poziomu segregacji musi to być ilość niebagatelna.   Gdyby tę niebagatelną ilość ton udawało się wyselekcjonować już u źródła, czyli w domach, gdyby nauczyć mieszkańców, jak to się robi, wtedy być może można byłoby obniżyć stawki za śmieci, a już na pewno ograniczyć skalę podwyżek. I tyle.
Arkadiusz Jakubowski

REPORTER nr 1990 page 001REPORTER nr 1990 page 003REPORTER nr 1990 page 004



Dodaj komentarz

Nie dodano jeszcze żadnego komentarza do tej publikacji.