Dodano: 2017-07-07 07:33   |   Dodał: a.jakubowski (Arkadiusz Jakubowski)   |   Kategoria: Kulturalne Leszczyńskie

Pełną gębą przebój

Byłem w Poznaniu na... kieleckim weselu. I go nie zapomnę.

    Poznań takiego wesela jeszcze chyba nie widział. A na pewno: dawno nie widział. Już jest o nim głośno. Bo „Będzie pani zadowolona, czyli rzecz o ostatnim weselu we wsi Kamyk” to pewnie najgłośniejszy spektakl poznańskich scen teatralnych minionego sezonu.  Teatr Nowy w Poznaniu ma  w repertuarze prawdziwy hit i choć dla mieszczańskiego Poznania i konserwatywnej części teatralnego środowiska może on być kontrowersyjny w odbiorze, nie zmienia to faktu, że „Będzie pani zadowolona...” na miano hitu w pełni zasługuje, moim zdaniem.


    Ja uwielbiam taki teatr: realistyczny (momentami do bólu), a jednak nie wolny od szczypty mistycyzmu, która zabiera widza w rejony na co dzień w życiu niedostępne.
    Spektakl wyreżyserowała Agata Duda-Gracz, która od ponad dekady konsekwentnie pracuje na opinię jednego z najzdolniejszych i najbardziej kreatywnych polskich reżyserów teatralnych. Na przykład jej ubiegłoroczne, opolskie dokonanie, czyli głośny spektakl „Śmieć przychodzi w środę” (niestety nie miałem jeszcze okazji go zobaczyć), jest wspólną realizacją dwóch tamtejszych teatrów, między którymi, w trakcie spektaklu, widzowie  przemieszczają się w swoistej procesji.  „Będzie pani zadowolona” odbywa się natomiast w jednej, teatralnej przestrzeni  - poznańskim Teatrze Nowym, ale za to na swoje potrzeby anektuje tę przestrzeń   niemal w  pełni, w formalnym tego słowa znaczeniu. Bo akcja obejmuje i hol, i foyer, i balkon, i kawiarenkę w suterenie, ba nawet chodnik przed teatrem, na który w czasie przerwy wychodzą widzowie na papierosa, za którymi podążają postaci sztuki. Zupełnie jak to się dzieje na każdym weselu, gdy zmęczeni zabawą weselnicy szukają chwili wytchnienia na dworze. „A państwo, jak się bawicie?” pyta ich wtedy dobry weselny gospodarz, dbając by ta zabawa była jak najlepsza. I jak najlepsze były też z tego wesela wspomnienia.
    Ale „Będzie pani zadowolona...” to nie jest zwyczajne wesela. To autorska historia inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, do których doszło w latach 70-tych we wsi Zrębin (obecnie woj. świętokrzyskie). To mroczna i krwawa rzecz,  w której świat mocno realny miesza się z mistycznym, trudno wytłumaczalnym, co jednak nie oznacza, że nie istniejącym. A na styku takich dwóch światów albo panuje jasność, albo mrok. W historii kreowanej przez Dudę-Gracz zdecydowanie mamy do czynienia z tym drugim. Bo, jak czytamy w opisie spektaklu: „Na to wesele przyszedł nieproszony gość weselny: zło”.
    Treści nie zdradzę, nie darowałbym sobie, gdybym komuś zepsuł tę weselną zabawę. Powiem tylko, że, moim zdaniem, to spektakl kompletny, w który twórczyni bez trudu wciąga (dosłownie) nawet dość wstrzemięźliwą w reakcjach poznańską publiczność. Nie widziałem wprawdzie innych spektakli tej reżyserki, po tym co zobaczyłem w Poznaniu jestem pod wrażeniem łatwości, z jaką Agata Duda-Gracz  maluje na teatralnej scenie prawdziwe obrazy będące ucztą dla oczu. Nie wiem, czy to już realizm komponowany i jak wyglądała praca reżyserki nad poszczególnymi scenami, ale na deskach dużej sceny Teatru Nowego w Poznaniu, po których porusza się w tym spektaklu 19 (!!!) aktorów,  każda sekwencja spektaklu jest dopracowana (mam nawet wrażenie, że dopieszczona)   w najmniejszym szczególe, a ruch sceniczny każdej z postaci jest drobiazgowo zaplanowany, nic nie dzieje się tam przypadkiem, a pozorny chaos jest... tylko pozornym chaosem, z którego w każdym mini-finale poszczególnych scen  wyłania się plastyczny, urzekający  obraz. Duda-Gracz jest nie tylko reżyserem, jest też twórcą kostiumów i scenografii. Ta druga jest skromna, wręcz surowa, jak mieszkanie urządzone w stylu skandynawskim. Scenografia to ogromne stoły i olbrzymie firany, wprawiane w niektórych scenach w ruch powietrzem ze stojących za nimi wentylatorów.  Wrażenia dla widza... bezcenne.
    Wiem, że w niektórych kręgach poznańskich teatromanów spektakl wzbudza mieszane uczucia. Domyślam się, że pewnie też i za sprawa języka. Język w „Będzie pani zadowolona...” jest dosadny, mocny, momentami wulgarny... I ja to akceptuję w pełni. Bo akurat w tym przypadku wulgaryzmy nie są używane by szokować. używane są „po coś”. Po co? Ano po to, by oddać realizm środowiska, w którym akcja się dzieje. Bo tak się tam po prostu gada, a właściwie „godo”. Kto zna, ten wie. Zresztą te wulgaryzmy doskonale są uzupełniane gwarą, nie regionalną, nie cepeliowską, ale zwykłą wiejską gwarą, z którą zetknął się na pewno każdy z nas.
    „Będzie pani zadowolona...” to było zakończenie mojego prywatnego sezonu teatralnego 2016/2017. Dodam: bardzo udane zakończenie. 3,5 godziny minęły w okamgnieniu.
Arkadiusz Jakubowski

 
   



Dodaj komentarz

Dodał: kajak
2017-08-07 13:34
To fascynujące!!